Patrycja Balicka

Kobieta, córka, matka, przyjaciółka i psychoterapeutka.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się!

O tym, co musimy utracić

Patrycja Balicka05 kwietnia 2020Komentarze (1)

„(…) czyli miłość, złudzenia, zależności i niemożliwe do spełnienia oczekiwania, których każdy z nas musi się wyrzec, by móc wzrastać”.

Judith Viorst

 

***

Dzisiaj trochę o stratach. Siedzimy w izolacji przed wirusem i czujemy, że coś tracimy…A strata to stały element naszego życia. Towarzyszy nam już od pierwszych chwil po urodzeniu. Wtedy tracimy bezpieczne miejsce, łono matki, które przez 9 miesięcy dawało nam mieszkanie, pożywienie, bezpieczeństwo. Tracimy potem przez całe nasze życie. I kiedy myślimy o stracie myślimy najczęściej o tych najważniejszych, o tych które niesie nam śmierć, utrata tych których kochamy. Tyle, że straty towarzyszą nam częściej i powszechnie. To nie tylko śmierć bliskich, ale to także wtedy, gdy ktoś nas opuszcza, albo my opuszczamy kogoś, gdy dokonujemy wyborów i rezygnujemy z czegoś,  gdy tracimy to czego nie wybraliśmy, gdy zmieniamy się, gdy inni zmieniają się. Straty to nic przyjemnego. Jednak niektóre z nich, te związane z naszymi marzeniami, niemożliwymi oczekiwaniami, złudzeniami są konieczne, by móc wzrosnąć. Możemy przed nimi uciekać, nie stawać z nimi oko w oko, ale to jeszcze bardziej nas zatrzymuje w rozwoju, a często w cierpieniu. Kiedyś trzeba zmierzyć się z nimi, z tym na przykład:

– że nasze życie jest nietrwałe i kiedyś się skończy,

– że żaden związek nie jest wolny od wad,

– że nie mamy nieograniczonych możliwości,

– że w danym momencie postępowaliśmy tak jak nam pozwalały na to możliwości i zasoby,

– że dobro miesza się ze złem, a miłość z nienawiścią,

– że nie możemy sobie i bliskim zapewnić pełnego bezpieczeństwa i uchronić siebie i bliskich od bólu, chorób, wyzwań życia, strat.

Judith Viorst pisze tak tak o dorastaniu.

Dorosnąć oznacza wyzbyć się tak drogich nam, megalomańskich marzeń, z dzieciństwa. Dorosnąć oznacza wiedzieć już, że nie mogą się one spełnić. Dorosnąć oznacza zdobyć mądrość i umiejętności, pozwalające nam otrzymać to, czego chcemy, w granicach nakładanych na nas przez rzeczywistość uszczuplonych sił, ograniczonej wolności, a także – w przypadku tych, których kochamy – niedoskonałych więzi. Zatem taką rzeczywistość, której fundament stanowi po części nasza zgoda na to, że coś musimy utracić”.

Straty konieczne stanowią część naszego życia. Są nieuniknione. Rezygnując z czegoś tracąc coś, zostawiając  coś za sobą możemy wzrastać. Tracimy i robi się miejsce, przestrzeń na coś nowego. Zyskujemy i tracimy. Świadomość tego, pozwala lepiej rozumieć i łatwiej przejść przez to co trudne.

W moim procesie dorastania jedną ze strat, którą było mi się najtrudniej rozpoznać i potem uznać, to to że moje małżeństwo nie będzie takie jak ja myślałam, że będzie. Paradoksalna teoria zmiany polega na tym, że zmiana właśnie może przyjść dopiero wtedy kiedy zaakceptujemy to jak jest, rzeczywistość. Nie chodzi o bierność, ale o konfrontację z tym, że jest tak jak jest. Nie okłamywanie siebie, nie wypieranie rzeczywistości.

Irvin Yalom, amerykański psychoterapeuta w jednej ze swoich powieści dał jednej z postaci takie zdanie: „Swoje małżeństwo możesz uratować jedynie wtedy, gdy jesteś gotów i potrafisz z niego zrezygnować”. Dla mnie oznacza to też rezygnację z określonej wizji, oczekiwań, że będzie ono takie a takie. Uznanie, iż są ograniczenia i niedoskonałości i w nas i w innych. Przychodzi mi takie może okrutne porównanie jak czasem oczekujemy od naszych mężów, żon, narzeczonych, partnerek, partnerów. Jak nie godzimy się na rzeczywistość i mówimy jak opętani płyń! do kogoś kto nie ma rąk i nóg, a my usilnie próbujemy go namówić. No bo przecież gdyby kochał/kochała mnie to by popłynęła/popłynął. A nie płynie. I nie chcemy uznać, że nie może tego zrobić, albo że nie chce, tak też może być.

Nie uznając rzeczywistości, prawdy, zatrzymujemy się w cierpieniu, frustracji. Ja w końcu porzuciłam złudzenia. Z trudem, wyjątkowym. I zajęłam się sobą, zaczęłam od siebie. I to było najważniejsze i najlepsze co mogłam zrobić.

Kiedy nasz świat się rozpada i stajemy w obliczu niewiadomej, jest to trudny moment próby. Wtedy zgoda na poczucie niestabilności, na zranione serce, na ściśnięty żołądek, na poczucie beznadziei, na poczucie winy, złość i chęć zemsty to może być moment zwrotny. Zaakceptowanie, że teraz jest tak, ale tak nie będzie wiecznie. Świadomość, że to minie i otwarcie się na to co przyjdzie, co przyniesie nam życie.  Życie to dobry nauczyciel. Najlepszy. Sęk w tym, by otwierać się na to co ono przynosi. Nierozwiązane problemy traktować jako dobrodziejstwo losu, bo dzięki nim możemy poznać swoje możliwości. Życie takie właśnie jest, nic nie jest do końca wiadome. Myślimy, że coś jest dobre lub złe, a tak naprawdę wcale tego nie wiemy. Dopiero perspektywa czasu, daje nam pełniejszy obraz. I także nasze podejście do spraw, wydarzeń. Pewna elastyczność w tym podejściu i ocenach.

Praktykuję jogę, która z pozoru wydaje się, że uczy elastyczności w ciele. Ale tak naprawdę kiedy jogę praktykuje się prawdziwie, nie tylko jako ćwiczenie fizyczne, to jest nauka elastyczności nie w ciele przede wszystkim, ale w ogóle w życiu.

Całkiem niedawno, kiedy w moim życiu pojawiały się trudności usłyszałam od swojej nauczycielki jogi takie zdania: „Pamiętaj, że aby przetrwać wichurę musisz być giętka, wówczas Cię przygnie do ziemi, ale potem się podniesiesz. A jak będziesz sztywna, to wichura łatwo Cię złamie i skleić kawałki będzie bardzo trudno…Nie stawiaj oporu, tylko się poddaj, płyń z prądem i leć z wiatrem, nawet jak to jest wichura”.

Tego się uczę każdego dnia, z różnym skutkiem. I na macie na jodze i w swoim życiu.

Wklejam Wam cytat jak zwykle z Myśliwskiego, tym razem o ruszaniu z miejsca.

„(…) bo najciężej jest ruszyć. Nie dojść, ale ruszyć. Dać ten pierwszy krok. Bo ten pierwszy krok nie jest krokiem nóg, lecz serca. To serce najpierw rusza, a dopiero nogi za nim zaczynają iść. A na to nie tylko trzeba siły, ale i przeznaczenia (…)”

Wiesław Myśliwski- Widnokrąg

Muzycznie dokładam Michała Bajora w „Kocham jutro”. To trochę nie gestaltowskie, gdzie osadzenie jest w tu i teraz. Ale mi chodziło o to, aby nie bać się, nie bać się niewiadomego. I brać wszystko co przychodzi.

{ 1 komentarz… przeczytaj go poniżej albo dodaj swój }

Maria 7 kwietnia, 2020 o 14:20

Najpewniejsze w naszym życiu to śmierć i podatki, ale ja bym jeszcze dodała bezustanne zmiany, które unoszą nas jak morskie fale przypływu i odpływu.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Wyrażając swoją opinię w powyższym formularzu wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Patrycję Balicką Twoich danych osobowych w celach ekspozycji treści komentarza zgodnie z zasadami ochrony danych osobowych wyrażonymi w Polityce Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Patrycja Balicka z siedzibą w Warszawie.

Kontakt z Administratorem jest możliwy pod adresem patrycja.balicka@gmail.com.

Pozostałe informacje dotyczące ochrony Twoich danych osobowych w tym w szczególności prawo dostępu, aktualizacji tych danych, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych oraz wniesienia sprzeciwu na dalsze ich przetwarzanie znajdują się w tutejszej Polityce Prywatności. W sprawach spornych przysługuje Tobie prawo wniesienia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Poprzedni wpis:

Następny wpis: