Patrycja Balicka

Kobieta, córka, matka, przyjaciółka i psychoterapeutka.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się!

Jeszcze smutek czy już depresja?

Patrycja Balicka21 listopada 2020Komentarze (0)

Smutek czy depresja? Kiedy to co często  potocznie nazywamy depresją jest jeszcze smutkiem? Jak odróżnić te dwa stany? Czy stan pogłębionego smutku jest adekwatny do sytuacji czy to już depresja?

 

***

„Jesteś depresyjna”, „Po tym co mi powiedział mam depresję”, „Jeszcze moment i będę mieć depresję” – znamy te teksty. Sami je mówimy, albo słyszymy o sobie od innych. Z jednej strony posiadamy coraz więcej informacji o depresji, o niebezpieczeństwie tej choroby, która może doprowadzić do śmierci. Dlatego też nierozpoznanie tej choroby może być groźne. Z drugiej strony termin depresja spowszedniał, jest niejako synonimem emocji smutku. A smutek w dzisiejszych czasach nie jest mile widziany. Jest niewygodny. W obecnym świecie, w którym jako wartości jawią się piękny, młody wygląd, świetne samopoczucie, sukcesy, luksusowe dobra, człowieka smutnego należy się wystrzegać. Smutek nie jest lubiany, także dlatego , że smutni ludzie o czymś przypominają. Także o tym, że wszystko ma swój koniec. A jak zarazi nas taki smutny?! Smutny jest jak trędowaty.

Psychiatryzacja smutku

Wydaje się , że obecnie postępuje powszechna medykalizacja. To co kiedyś było cechą dzisiaj może być nazwane chorobą. Zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej. Jesteś nieśmiały? A to pewnie zaburzenia lękowe. Dziecko jest krnąbrne – ma ADHD. Masz wątłe rzęsy? Pewnie na to też jest już nazwa. Co robi medykalizacja? Z jednej strony jest tendencją do szybkiego usunięcia objawów. Bierzesz pigułkę i już nie jesteś nieśmiały, masz długie rzęsy. A dziecku dajesz pigułkę i jesteś zwolniony z jego wychowywania. Coraz bardziej nie chcemy mierzyć się z trudnościami, nie chcemy przeżywać niechcianych emocji, chcemy je szybko usuwać. Tak jak smutku chcemy się pozbyć, albo inni wywierają na nas taką presję. Świat przyspiesza w każdym wymiarze, przeżywania smutku także. Sami siebie poganiamy i inni nas poganiają. No ile będziesz się jeszcze smucić? Ile czasu wolno mi się smucić na przykład po utracie kogoś bliskiego? Zmedykalizowany świat w postaci DSM – klasyfikacji zaburzeń zakłada, że istnieje coś takiego, jak normalna zdrowa żałoba, i że ma ona określony czas trwania. I ten czas jest piekielnie krótki. Kiedyś to był rok, obecnie dwa tygodnie. Czyli jak po stracie bliskiego smucę się dłużej niż ten wyliczony czas, to jestem chora?

Nie chcę powiedzieć, że depresja nie istnieje. Istnieje i jest jej coraz więcej. Także z powodu wielości wymagań wobec człowieka, pędu życia, zaniku relacji, odosobnienia. Tyle, że nie da się złapać depresji w sztywne ramy i mówić: jak masz 5 z 8 objawów to masz depresję, a jak masz 4 objawy to nie masz depresji,  więc weź się w garść, rozchmurz się, nie rycz, nie marudź.

Przeżywasz smutek? Zatrzymaj się

Jeśli jesteśmy smutni, najpierw dobrze jest zatrzymać się i odpowiedzieć na pytanie czy smutek, który przeżywam jest w odpowiedzi na wydarzenie egzystencjalne? Czy mój smutek jest adekwatny do tego co się wydarzyło, czy nosi znamiona choroby? Nie ma sztywnej odpowiedzi na pytanie czy stan smutku jest jeszcze smutkiem, odpowiedzią na wydarzenie, czy jest to już depresja. Nie ma jasnej różnicy między tymi stanami. Rozróżnienie tych stanów utrudnia także to, że smutek jest jednym z symptomów depresji.

Jeśli  zdecydujemy się uwolnić się od niewygodnego uczucia smutku, przy pomocy medycyny to co się właściwie dzieje? Nie dowiemy się co ten smutek ważnego miał nam do przekazania.  Co stało za smutkiem, jakie potrzeby niezaspokojone, frustracje czy straty. Tak naprawdę stracimy coś ważnego, jeśli medycynie oddamy odpowiedzialność za siebie. Rezygnujemy wtedy z poczucia sprawczości, uprzedmiatawiamy się. Pozbędziemy się smutku, ale może też odsuniemy od siebie powody jego powstania. Na przykład rozstanie z kimś i jego przyczyny, nieprzepracowane problemy w związku, niesatysfakcjonującą pracę, problemy z dziećmi, rodzicami, rodzeństwem, szefem, samotność, odsuniemy to wszystko poprawiając sobie samopoczucie lekami. A te tematy nie znikną. Tyle, że oddając się w ręce medycyny tracimy poczucie sprawczości we własnym życiu. A poczucie sprawczości, poczucie że moje życie zależy ode mnie jest jednym z podstawowych elementów decydujących o zadowoleniu z siebie, własnego życia.

Zarówno nierozpoznanie choroby depresji jak i medykalizacja smutku są niekorzystne. W tym drugim przypadku wydaje się to mniej spektakularne w skutkach, ale w dłuższej perspektywie może prowadzić paradoksalnie do depresji. Jeśli nie potrafię sobie poradzić ze smutkiem, a sytuacje go wywołujące tak czy tak będą mnie w życiu spotkać, bo tak po prostu jest, to co zrobię kolejnym razem? Czy przyjmę to co przychodzi, przepracuję, przebuduję siebie czy też będę chować się przed niechcianymi emocjami  i uciekać.

Smutek się wysmuci

Smutek się wysmuci, przeminie, jeśli pozwolimy mu być. A kontakt z tym uczuciem to kontakt z tym co nas boli, gniecie, z czym może czas się w końcu zmierzyć. Nie każdy smutek jest depresją. Jeśli  jednak smutek pogłębia się, dołączają inne objawy, które cię niepokoją skonsultuj się z psychoterapeutą, psychologiem. Badamy wtedy skąd pochodzi, jak długo trwa, jak wpływa na funkcjonowanie osoby w życiu osobistym, zawodowym, społecznym i jakie są skutki życiowe przeżywania tego smutku. To pozwala lepiej rozpoznać stan osoby i dostosować pomoc psychoterapeutyczną lub ewentualną konieczność konsultacji z psychiatrą. Sięgaj po pomoc i wsparcie, także w przeżywaniu smutku. Nie chodzi o to, aby się umęczyć. Sięganie po pomoc, wsparcie jest także przejawem odpowiedzialności za własne życie – swoje samopoczucie. Wszystko co się w tobie pojawia, także te trudne emocje są pewną informacją. Unikając ich, unikasz kontaktu ze sobą.

***

A to kilka fotek zrobionych niedawno: 1/ wystawa, na którą wybierałam się z Przyjaciółką, a ze względu na obecny stan epidemii pocałowałyśmy tylko klamkę i zostało nam oglądanie afiszu na słupie; 2/ smutny pusty rynek – zgadnij gdzie?; 3/ Kopernik w masce – upss, 4/ Jak być człowiekiem – no właśnie…, co za tytuł!, zdjęcie książki zrobione przez szybę zamkniętej księgarni.

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Wyrażając swoją opinię w powyższym formularzu wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Patrycję Balicką Twoich danych osobowych w celach ekspozycji treści komentarza zgodnie z zasadami ochrony danych osobowych wyrażonymi w Polityce Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Patrycja Balicka z siedzibą w Warszawie.

Kontakt z Administratorem jest możliwy pod adresem patrycja.balicka@gmail.com.

Pozostałe informacje dotyczące ochrony Twoich danych osobowych w tym w szczególności prawo dostępu, aktualizacji tych danych, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych oraz wniesienia sprzeciwu na dalsze ich przetwarzanie znajdują się w tutejszej Polityce Prywatności. W sprawach spornych przysługuje Tobie prawo wniesienia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Poprzedni wpis:

Następny wpis: