Patrycja Balicka

Kobieta, córka, matka, przyjaciółka i psychoterapeutka.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się!

Gdy radość w smutek przejdzie mi, co z nim zrobię?

Patrycja Balicka17 września 20202 komentarze

O smutku w dobie Instagrama, i o tym czy i jak go przeżywać

 

*** 

Czym jest smutek?

Zygmunt Freud twierdził, że naszym życiem kierują dwa podstawowe popędy: do przyjemności oraz do unikania cierpienia i bólu. Nic więc dziwnego, że radość i smutek  toczą w nas nieustającą walkę.

Alexander Lowen, twórca Bioenergetyki, określał smutek jako  emocję wiążącą się ze wspomnieniami minionej przyjemności i z bólem po jej utracie. W zależności od natężenia może zamienić się w żal, a następnie w rozpacz. Smutek występuje wtedy, kiedy wspomnienie „dobrych” uczuć przeważa nad bólem, żal – gdy ból utraty jest większy niż wspomnienie przyjemności. Rozpacz rodzi się wtedy, gdy ból jest tak wielki, że całkowicie wyklucza przyjemność.

Smutek to emocjonalny ból, może być związany ze  stratą, rozpaczą, żałobą, żalem, bezradnością, rozczarowaniem. Smutek jest emocją, która nie porusza, a wręcz zwalnia człowieka. Jest skierowany do wewnątrz. Mimo tego, że jest więcej wokół nas edukacji odnośnie przeżywania emocji, tych trudnych także, to wcale smutek nie jest mile widziany.

Smutek w dobie Instagrama?

Bartłomiej Dorobczyński w rozmowie z Agnieszką Jucewicz powiedział tak: „W świecie, w którym wartością jest świetne samopoczucie, wydajność, sukcesy, orgazm piętnaście razy dziennie i pięciocyfrowa pensja, człowieka smutnego należy się wystrzegać, jak ognia. Bo nie daj Boże – zarazi”.

No i tak jest. Gdzie wśród tych wszystkich uśmiechniętych fotek, informacji o samych radosnych wydarzeniach itp. miejsce na smutek? Wydaje się, że nie ma. A czy smutku nie ma naprawdę za tymi zdjęciami, relacjami itp.? Śmiem wątpić.

Jakiś czas temu robiliśmy w pracy zdjęcia służbowe. Wynajęty fotograf, makijażystka. Najpierw pani kosmetyczka (bardzo sympatyczna) wymalowała mnie. Twierdziła, że ten makijaż musi być taki mocniejszy, ale w obiektywie nie będzie go widać. Acha..Już po zdjęciach w samochodzie wycierałam się, bo według mnie wyglądałam jak „Upiór w operze”.  No i robienie zdjęć, najpierw próby. Przyznam, że nie lubię tego robić. Pan Fotograf miał wizję jak tacy specjaliści jak ja i koledzy z zespołu mamy wyglądać. Nie jak wyglądamy, tylko jak mamy wyglądać. I miny, u mnie nie wystarczył zwykły uśmiech.

Ten człowiek był obłędny, zrobił absolutnie wszystko, abym śmiała się jak w euforii. Śpiewał mi piosenki o jakimś szurniętym misiu (Serio!) i wyskakiwał zza obiektywu. Tak rozśmieszał mnie. Był naprawdę świetny w tym. Bawiłam się dobrze. I zdjęcie wyszło ładne. Tyle, że na tym zdjęciu to nie jestem prawdziwa ja. Prawdziwa ja, ale tylko w jakimś momencie. To nie jest mój zwyczajny wyraz twarzy, kiedy kogoś spotykam. Śmieję się tak, ale nie non stop i nie chodzę z takim przyklejonym uśmiechem. A ileż to razy, takie uśmiechy na zdjęciach, potrafią nas zdołować. Wszyscy tacy uśmiechnięci, a ja akurat smutna, to pewnie ze mną coś nie tak?

To gdzie jest ten smutek?

Pewnie jest, tyle, że często jest tłumiony. Niechęć do jego czucia jest olbrzymia.  Co można robić ze smutkiem, aby go nie czuć? Można zaśmiać, zagadywać, zajadać, zapijać, zapracowywać itd. Ileż to razy słyszymy: no coś ty nie smuć się już, no daj spokój i tu wtedy litania: zobacz pogoda taka piękna, nie przesadzaj daj spokój, nie ma się co smucić, chodź na wino, kup sobie coś ładnego i ci przejdzie, zobacz ja jestem gruba a się nie smucę, przejdź na dietę sokową to eliminuje złe emocje, pewnie nie jesz mięsa i taka jesteś słaba, wyjdź na słońce to ci przejdzie, myśl pozytywnie to będziesz się bogacić, wypij rano szklankę soku z ogórków kiszonych to ci pomoże, to przez to, że tyle czytasz, już daj spokój z tymi książkami, to od tej jogi tak ci się w głowie miesza, itd. itp. Tu każdy pewnie może dodać coś od siebie do tej litanii.

I czy to pomaga smutnemu? Nie, nie pomaga. Ma pomóc raczej temu kto ma dyskomfort z naszym smutkiem. Bo nie daj Boże, jeszcze sobie przypomni o swoim i co wtedy… Albo przypomni sobie o kruchości ludzi, relacji, życia, przemijaniu. Nie, tego nie chcemy. Trzeba byłoby poczuć ten smutek. A tu nie ma miejsca w świecie pięknych fotek uśmiechniętych, relacji, na smutek. Tak jakbyśmy byli zobowiązani do ignorowania tego uczucia i mieli zachowywać się tak jakby było wszystko w porządku. Dla kogo Oscar za najlepsze udawanie odporności na rozczarowania, frustrację i dyskomfort.

A zmedykalizowany świat w postaci klasyfikacji zaburzeń psychicznych, zakłada, że istnieje coś takiego jak „normalna”, „zdrowa” żałoba i że ma ona określony czas. Jeśli się przedłuża to już patologia. Tyle, że ten czas jest piekielnie krótki.  Lepiej zbierz się w garść szybko, bo to już patologia… W świecie, w którym smutku się nie akceptuje, ludzie którzy go doświadczają, sami mają poczucie, że coś jest z nimi nie tak, że może powinni coś z tym zrobić. Nie mamy czasu na smutek. Jak już się pojawi, to dalej znikaj już, nie chcę cię czuć. A tego przecież nie można przyśpieszyć…

To co z tym smutkiem zrobić?

Wielu z nas ma w sobie sporo tłumionego żalu i smutku. I nie da się go wyleczyć tym zdaniem:  weź się w garść. W smutku jest duża wartość. Smutek jest jedną z najinteligentniejszych emocji. Smutek jest wiadomością dla nas. Dobrze jest zrozumieć, co nam chce powiedzieć. Może mówi o czymś ważnym, o utracie złudzeń, o stracie, o tym że to coś ważnego, albo o tym ,że czegoś ważnego nie dostaję.

Smutek może manifestować się zmniejszeniem energii. Ale nie chodzi o taki bezruch i przygnębienie jak w depresji. Jest lżejszy. Ta zmiana energii oddala nas od zewnętrznych bodźców, aby zagłębić się bardziej w siebie. Zastanowić nad tym co nas martwi, przeszkadza, denerwuje. Hibernuje nas, oszczędzamy energię. Ważne jest aby pokonać cierpienie skupiając się na sobie. Nie rozpraszając energii na zewnątrz. Chociaż właśnie często ignorujemy go i działamy jak gdyby nigdy nic.

Smutek nie jest zły. To emocja, która pełni rolę mechanizmu ostrzegawczego. Mówi: zatrzymaj się, posłuchaj siebie, zrozum co się z tobą dzieje. Co jeszcze? Za smutkiem może stać tęsknota. Czasem brak jednej osoby, powoduje że świat się wyludnił. Trudno nie smucić się, kiedy serce jest smutne.

Dobrze jest przestać traktować smutek jako przejaw słabości. A raczej jako naturalny stan, który dzieje się w odpowiedzi na to co nam się przytrafiło. Przyzwolić na smutek to dać sobie szansę na wyjście z tego, i to także informacja o nas samych, co się stało, co mi jest, czego chcę. Poznaj swój smutek. Wyciszony, stonowany, refleksyjny człowiek szybciej dotrze do wnętrza siebie. Smutek urealnia nas i to co wokół. Nie bójmy się go. Jest potrzebny. Mając odwagę, by skonfrontować się z własnymi uczuciami, uwalniamy je i odpuszczamy. Będzie lżej. Tylko cierpliwości potrzeba.

A może to rzeczywiście depresja?

Zaczynasz tak myśleć, kiedy smutek rozrasta się o dodatkowe, niefajne emocje. Pojawia się bezsilność, rozczarowanie, złość, lęk. Między depresją a smutkiem jest jedna podstawowa różnica. W depresji przestajesz czuć cokolwiek. Dodatkowo traci się energię i motywację do działania, przestaje na czymkolwiek zależeć. Proste, codzienne czynności są trudne do wykonania, przeszkadzają. Znika nawet lęk, jest już wszystko jedno.

Tymczasem smutek to emocja pełna życia. Pod warunkiem, że pozwolisz sobie go przeżyć. Na dłuższą metę nie działa unikanie odczuwania smutku. Kiedy próbujemy zaśmiewać smutek, pojawia się złość, a zamrożona złość i smutek to depresja. Jedyną skuteczną metodą jest przeżycie smutku, a jeszcze wcześniej odczucie go i akceptacja. Smutek odejdzie, kiedy go wysłuchasz.

Dlatego,  gdy ktoś ci powie: jestem smutna/y, nie odpowiadaj: nie martw się, bądź szczęśliwy, weź się w garść albo weź antydepresant.

***

P.S. Kiedy robiłam sobie zdjęcie do umieszczenia na tym blogu, poprosiłam fotografa o zdjęcie, na którym jestem sobą. Pokazałam mu to zdjęcie, po śpiewaniu o szurniętym misiu i powiedziałam, że jest ładne, ale nie o takie mi chodzi. To mam być ja. No i jestem ja (może za wyjątkiem rudawych włosów :-)).

A na koniec smutna piosenka. Refren wpisuje się w temat.

{ 2 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Rafał 17 września, 2020 o 10:32

Po lekturze Pani postu, Pani Patrycjo, zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo próbujemy zakryć swój smutek. Ukryć go przed światem i pewnie przed samymi sobą. Robimy to wszyscy. A już w szczególności w mediach.

Zastanawiam się, na ile wszyscy czujemy się naprawdę dobrze, a ilu z nas tak naprawdę chodzi po tym świecie smutnych…

Utkwiły mi także w pamięci te słowa: „Ta zmiana energii oddala nas od zewnętrznych bodźców, aby zagłębić się bardziej w siebie. Zastanowić nad tym co nas martwi, przeszkadza, denerwuje. Hibernuje nas, oszczędzamy energię. Ważne jest aby pokonać cierpienie skupiając się na sobie. Nie rozpraszając energii na zewnątrz.”

Cóż… dziękuję Pani za dobrze spędzony czas przy lekturze artykułu i bloga! 🙂
Rafał 🙂

Odpowiedz

Patrycja Balicka 17 września, 2020 o 11:43

Dziękuję 🙂

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Wyrażając swoją opinię w powyższym formularzu wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Patrycję Balicką Twoich danych osobowych w celach ekspozycji treści komentarza zgodnie z zasadami ochrony danych osobowych wyrażonymi w Polityce Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Patrycja Balicka z siedzibą w Warszawie.

Kontakt z Administratorem jest możliwy pod adresem patrycja.balicka@gmail.com.

Pozostałe informacje dotyczące ochrony Twoich danych osobowych w tym w szczególności prawo dostępu, aktualizacji tych danych, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych oraz wniesienia sprzeciwu na dalsze ich przetwarzanie znajdują się w tutejszej Polityce Prywatności. W sprawach spornych przysługuje Tobie prawo wniesienia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Poprzedni wpis:

Następny wpis: