Patrycja Balicka

Kobieta, córka, matka, przyjaciółka i psychoterapeutka.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się!

Czy ja kocham Ciebie za bardzo? A może Siebie kocham za mało?

Patrycja Balicka22 października 2020Komentarze (0)

„Jeżeli miłość oznacza dla nas cierpienie, kochamy za bardzo. Jeżeli z przyjaciółmi rozmawiamy głównie o nim, o jego problemach, jego poglądach, jego uczuciach; jeżeli prawie każda nasza wypowiedź rozpoczyna się słowem „on”, kochamy za bardzo.

Jeżeli wciąż rozgrzeszamy go ze złych humorów, znieczulicy, przykrego usposobienia, wybuchów złości, kładąc wszystko na karb nieszczęśliwego dzieciństwa; jeżeli staramy się być terapeutką, kochamy za bardzo.

Jeżeli w trakcie lektury jakiegoś poradnika zakreślamy ustępy, które mogą mu się okazać przydatne, kochamy za bardzo.

Jeżeli nie lubimy jego charakteru, zachowania i postaw, a zarazem sądzimy, że zechce się dla nas zmienić, jeśli tylko będziemy dość atrakcyjne i czułe, kochamy za bardzo.

Jeśli związek z nim naraża na szwank naszą równowagę emocjonalną, a nawet nasze zdrowie i bezpieczeństwo, z pewnością kochamy za bardzo”.

Robin Norwood, Kobiety, które kochają za bardzo

***

Robin Norwood analizuje w swojej książce przyczyny, dla których kobiety angażują się w destrukcyjne uczucia do niedojrzałych emocjonalnie mężczyzn. Ten fragment, który zamieściłam powyżej jest oczywiście zbyt płytki, aby na jego podstawie cokolwiek wnioskować. Dla mnie, on pokazuje dysproporcję pomiędzy kochaniem kogoś, a siebie. Jeśli tak bardzo angażujemy się w kogoś i zapełnia nam to całą przestrzeń, to nie ma nas, znikamy. Tyle, że to nie zaczyna się od kochania kogoś za bardzo, to zaczyna się od nie kochania siebie. I to jest mój pogląd na ten temat, że nie tyle kobieta kocha za bardzo kogoś ile za mało, lub wcale nie kocha siebie. I tu jest pies pogrzebany.

Gdyby mnie było więcej, gdybym nie znikała, gdybym uznawała siebie i swoje potrzeby, nie mógłbyś stać się całym moim światem…

Kochać za bardzo, to nie znaczy kochać zbyt wiele, zbyt często czy zbyt głęboko. Kochać za bardzo, to na przykład kochać kogoś i nie móc odejść choć ma to rujnujące skutki dla zdrowia, równowagi psychicznej; to pozwalać się niszczyć, to czekać  na gesty miłości, które pojawiają się czasem; to bać się wyrażać własne potrzeby aby nie być zostawioną; to zadowalać się małymi kąskami, aby tylko był; to czekać mimo, że nic nie wskazuje na to, że będzie inaczej; to wciąż wybaczać i karmić się słowami, a nie czynami itd. To tak naprawdę wyzbyć się siebie, nie zważać na siebie, nie kochać siebie wystarczająco. A wtedy wszystkim będzie ten drugi.

Jak to jest znikać?

Kochanie za bardzo nie jest przypadkowe. Z czegoś to wynika. Przyczyn szukamy w dzieciństwie. Konstelacje mogą być oczywiście różne. To kilka cech i powodów, dla których kobieta znika, nie kocha siebie wystarczająco:

– wychowywała się w rodzinie, która nie zaspokajała jej potrzeb emocjonalnych,

– może nawet świat nie uznał jej istnienia, może była niechcianym dzieckiem, albo rodzice spodziewali się chłopca,

– sama pozbawiona troski i wsparcia paradoksalnie staje się czyjąś opiekunką, najczęściej mężczyzny, który sprawia wrażenie potrzebującego. W ten sposób daje to czego sama potrzebuje. Wie jak boli brak troski i wsparcia i potrafi to oferować innym. Sobie nie.

– rodzice byli niedostępni, więc silnie reaguje na kogoś kto jest uczuciowo niedostępny. Chce dopełnić to co nie wydarzyło się w dzieciństwie. Może tym razem się uda. To przymus powtarzania, o którym już pisałam.  Polega on na tym, że ogólnie rzecz biorąc, wybieramy nie to, co dobre, ale to, co znamy – nawet jeśli jest dla nas przykre i niekorzystne. Pakujemy się w związki z niewłaściwymi mężczyznami. Z kobietami, które okazują się przeciwieństwem tego, na co się zapowiadały. Wybieramy pracodawców, którzy nas źle traktują. Nietrafione inwestycje. Przymus powtarzania bywa silniejszy niż druga zasada, która organizuje nasze życie, czyli zasada przyjemności – mówił sto lat temu Freud. Przymus powtarzania jest podwójnie okrutny – nie dość, że dostałeś w głowę, bo miałeś, na przykład, tak zwane trudne dzieciństwo, to jeszcze zamiast rekompensować to sobie nadprzeciętną ilością szczęścia w dorosłości, będziesz szukać powtórzenia tego schematu.

– była opuszczana, teraz panicznie się tego boi, zrobi wszystko, aby związek trwał. Nic nie jest zbyt trudne, czasochłonne czy za drogie, jeśli ma wesprzeć ukochanego,

– przywykła do braku wzajemności, więc będzie czekać, żywić nadzieję i próbować na nowo. Jej poczucie wdzięczności jest nadmierne.

– nie zaznała w dzieciństwie poczucia bezpieczeństwa i wciąż go szuka na zewnątrz,

– samą siebie ocenia nisko, w głębi duszy nie wierzy by zasługiwała tak po prostu na miłość. Sądzi, że musi na to zapracować. Mając zbyt niską samoocenę i rozpływając się we wdzięczności dla innych wystawia się na niebezpieczeństwo.

– przypuszczalnie ma predyspozycje do wpadania w depresję, czy też stylu bycia depresyjnego,

– ciągnie ją do „trudnych” osób. Przez swoje wczesne doświadczenia umie poruszać się w „trudnym” towarzystwie.

Te objawy powyżej są przykładowe. Nie jest to zamknięta litania i nie musi pojawiać się w całości. Mieszanka powodów, dla których kobieta znika jest momentami przerażająca. Nie musi być też tak dramatycznie, by wewnętrzne deficyty ciągnęły nas w stronę nieprzystępnych emocjonalnie osób.

Jak kobiety znikające, kochające za bardzo znajdują mężczyzn, z którymi mogą powtarzać bolesne wzorce wyniesione z dzieciństwa? Jak osoba, która stale musiała opiekować się rodzicem ląduje z kimś kim ma się zajmować?

 

Mawia się, że zwykle wybieramy partnera na wzór któregoś z rodziców. Takiego, który wpisuje się w schemat, zależnie od konstelacji. Niezupełnie tak. Wybieramy nie tyle kogoś jak matka czy ojciec, ale kogoś przy kim możemy przeżywać podobne emocje. Stajemy wtedy przed tymi samymi zadaniami co w dzieciństwie. Czujemy się „na miejscu”, gdy możemy przeżywać po staremu ( i tym samym czujemy się  „nie na miejscu” kiedy nie jest po staremu, wtedy trzeba z tego uciec, zniszczyć itp.). Jeżeli to mężczyzna  umożliwi kobiecie rozliczanie się z dziecięcym poczuciem bycia niechcianą czy niekochaną, kobieta powtórzy tę tragedię odrzucenia jeszcze raz.

Do tańca potrzeba dwojga

Do relacji potrzeba dwojga. To nie tylko znikająca kobieta ją tworzy, kochając za bardzo. Ktoś chce, aby kochać go bardzo i przyciąga tę kobietę niczym magnes. Nie chciałabym, aby po lekturze tekstów o kobietach kochających za bardzo panowało przeświadczenie, że to kobieta wyrusza w tłum ze „skanerem” i wyławia te trudne przypadki z tłumu, byle się tylko umęczyć.

No tak, też nie jest. W relacji jest dwoje ludzi. Ona nie zmusza do relacji nikogo, wręcz przeciwnie, ona nie wierzy, że istnieje naprawdę i zasługuje na dobro. To kto ją przyciąga? Jaki to mężczyzna? Historie jak to w życiu mogą być różne, ale powraca motyw silnej kobiety, która poniekąd niesie obietnicę wynagrodzenia wszelkich braków, jakie mężczyzna dostrzega w sobie bądź we własnym życiu. On szuka miłości jakiej być może nigdy nie dostał, bezwarunkowej, kogoś kto nim się zajmie, kogoś dla kogo będzie ważny i kto z nim będzie się liczył, opiekował nim, był czuły, kochający, wyrozumiały, pozwoli być sobą. Mężczyzna taki może szukać kobiety, przy której ujawni te wyparte elementy siebie, których wcześniej nie mógł ukazać.

Obie strony wysyłają sygnały. O takie pary na przykład:

Ona czuje potrzebę bycia potrzebną, a mężczyzna szuka opiekunki. Kobieta przejawia skłonność do poświęcania się, a on jest nadzwyczaj egoistyczny. Ona jest ofiarą, a on rządzi, albo stosuje przemoc i agresję. Ona chce rządzić, a on ma dwie lewe ręce.

Relacja z samą sobą

To do czego ja zmierzam w opisywaniu i rozumieniu takich sytuacji, to wcale nie nazywanie tego kochaniem za bardzo przez kobiety. Ile bardziej tym, że kobieta nie kocha siebie wystarczająco. Jej relacja z samą sobą jest zaburzona.  Ona siebie nie widzi, nie czuje adekwatnie. Do tego nie ma prawidłowego wzorca, nie ma dobrego przykładu. Nie umie dobrze wybierać, bo nie miała jak się tego nauczyć. Albo jednorazowo ma zaciemnienie. W chwili kryzysu pozwoliła się omamić.

„Jeżeli kiedykolwiek dałaś się opętać mężczyźnie, musiałaś chyba czasem mieć wrażenie, że źródłem wszystkiego nie była miłość, lecz strach. Kto kocha obsesyjnie, wciąż się boi — boi się samotności, boi się bycia niekochanym i niedocenianym, boi się zlekceważenia, opuszczenia, a nawet zagłady. Darzymy miłością w desperackiej nadziei, że mężczyzna uśmierzy nasze lęki. Niestety, lęki — a wraz z nimi obsesje — pogłębiają się, aż w końcu darzenie miłością po to, by ją otrzymać, przeistacza się w główną siłę napędową naszego życia. A skoro strategia nie przynosi efektów, próbujemy jeszcze raz, kochamy jeszcze mocniej. I tak zaczynamy kochać za bardzo”. R. Norwood, Kobiety, które kochają za bardzo.

Kobieta wychowana w zdrowym otoczeniu, nie jest oswojona z walką i cierpieniem. Nie umie się w tym odnaleźć. Jeśli spotka mężczyznę, który stanowi dla niej źródło niepokoju, rozczarowania, gniewu, zazdrości czy jakiegokolwiek dyskomfortu psychicznego zejdzie mu z drogi. Ona szuka kogoś, kto chce stworzyć klimat zrozumienia, współdziałania, wzajemnej dbałości, ponieważ w takim klimacie czuje się dobrze.

Nawet jeśli tego kobieta nie zaznała w dzieciństwie, nie znaczy że wszystko stracone. Trzeba zacząć od siebie. Od relacji z samą sobą. Od poznania siebie całej, z wszystkimi elementami, tymi nie ujawnionymi, głodnymi, zrozpaczonymi.  To pozwoli na rozpoczęcie tworzenia własnej równowagi, stanie mocno na swoich nogach, na nieposzukiwanie desperackie pokarmu na zewnątrz.

Kto to taki – ja sama?

Mówi się, że spotkanie z samym sobą jest najważniejszym spotkaniem w życiu. A kto to taki – ja sama?

Może pomyśl Kobieto tak: Trudno było tej dziewczynce przetrwać bez miłości. Tak, ale przetrwała. Ty przetrwałaś. Masz w sobie tę siłę, aby więcej nie żebrać okruchów. Istniejesz tak jak inni i normy wobec ciebie nie mogą być zawieszone. Obowiązują wobec ciebie te same zasady, co wobec innych. Nie jesteś gorsza, i nie można ciebie traktować gorzej, inaczej. Tobie należy się taka sama ochrona przed złym traktowaniem, jak innym. Byłaś „niewidzialna” kiedyś dla ważnych osób, ale to nie oznacza, że tak ma być zawsze.

Ja jestem zwolenniczką tego, aby w takich sytuacjach nie skupiać się na tym jak kochać kogoś mniej, tylko na tym jak kochać siebie bardziej. Im Ciebie Kobieto będzie więcej, im lepiej będziesz rozpoznawała swoje potrzeby, im lepiej będziesz rozumiała co się z tobą dzieje i im lepiej będziesz umiała sobie z tym radzić, tym pewniejsze jest, że nie będziesz kochać za bardzo tak, że ty znikniesz, będziesz niewidzialna dla mężczyzny i widzialna tylko wtedy kiedy będzie mu to na rękę. A nawet jeśli on zniknie, to Ty będziesz, bo Jesteś i nie rozpadniesz się.

Zacznij od siebie, od relacji ze sobą, od odkrywania wypartych części siebie, od poznawania siebie. Jeśli potrzebujesz pomocy idź po nią. Zrób co możesz dla siebie. Tą prawdziwą sobą bądź.

P.S. Mimo, że sam tytuł książki, którą przytaczam kieruje nas w stronę kobiet, to temat „kochania za bardzo” nie dotyczy wyłącznie kobiet. W nałóg jak to nazywa autorka chorej miłości wpadają także niektórzy mężczyźni. Przy czym mężczyźni okaleczeni emocjonalnie w dzieciństwie ratują się zwykle inaczej niż kobiety, poprzez pogoń za czymś raczej bezosobowym i zewnętrznym. Obsesyjnie zajmują się pracą, sportem czy jakimś hobby. Akurat w tym wpisie skupiłam się na tym temacie od strony kobiet.

***

A to jeden z moich ulubionych utworów Yasmin Levy. Tym razem w duecie z Yiannisem Kotsiras. Rusza do trzewi. Przynajmniej mnie 🙂

p.s. 2. W pierwszej wersji wpisu powstrzymałam się i zamieściłam inny utwór. Wróciłam jednak do tego.

 

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Wyrażając swoją opinię w powyższym formularzu wyrażasz zgodę na przetwarzanie przez Patrycję Balicką Twoich danych osobowych w celach ekspozycji treści komentarza zgodnie z zasadami ochrony danych osobowych wyrażonymi w Polityce Prywatności

Administratorem danych osobowych jest Patrycja Balicka z siedzibą w Warszawie.

Kontakt z Administratorem jest możliwy pod adresem patrycja.balicka@gmail.com.

Pozostałe informacje dotyczące ochrony Twoich danych osobowych w tym w szczególności prawo dostępu, aktualizacji tych danych, ograniczenia przetwarzania, przenoszenia danych oraz wniesienia sprzeciwu na dalsze ich przetwarzanie znajdują się w tutejszej Polityce Prywatności. W sprawach spornych przysługuje Tobie prawo wniesienia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Poprzedni wpis:

Następny wpis: