Patrycja Balicka

Kobieta, córka, matka, przyjaciółka i psychoterapeutka.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się!

O wstydzie

Patrycja Balicka20 czerwca 2021Komentarze (0)

Kiedy byłem bardzo chory opuścił mnie wstyd
bez sprzeciwu odsłaniałem obcym rękom wydawałem obcym oczom
biedne tajemnice mego ciała

Wkraczali we mnie ostro powiększając poniżenie

Mój profesor medycyny sądowej staruszek Mancewicz
kiedy wyławiał z sadzawki formaliny zwłoki samobójcy
schylał się nad nim jakby go chciał przeprosić
a potem sprawnym ruchem otwierał wspaniały torax
zamilkłą bazylikę oddechu

delikatnie prawie czule

Dlatego – wierny zmarłym szanujący popiół – rozumiem
gniew księżniczki greckiej jej zaciekły opór
miała rację – brat zasłużył na godny pochówek

całun ziemi troskliwie zasunięty
na oczy

Wstyd, Zbigniew Herbert

 

***

Pierwszy wstyd

Wstyd jako jedno z pierwszych uczuć ludzkich pojawia się już w Księdze Rodzaju, kiedy Adam i Ewa odkrywają towarzyszący nagości wstyd, po skosztowaniu owocu z drzewa poznania. Jest to niejako lęk przed zerwaniem poczucia więzi. Ono zaś wraz z poczuciem przynależności i miłością stanowi fundament naszego życia, nadając mu sens i znaczenie.

Wstyd to trudne uczucie. Czasem doświadcza się go świadomie jako emocję, czasem jest mylony z poczuciem winy, albo przeżywa się go w złagodzonej formie jako skromność, zawstydzenie czy nieśmiałość. Bywa też nieświadomy, nie do końca określony, niewyrażony, ale odgrywający kluczową rolę. Ważne jest rozróżnienie pomiędzy wstydem doświadczonym jako emocja, a wstydem podstawowym, egzystencjalnym, który może się stać podstawą i tłem dla wielu świadomych doświadczeń. Wstyd wiąże się z naszym sposobem bycia i z tym jak przyjmuje i rozpoznaje nas ważne środowisko. Towarzyszy żywym doświadczeniom utraty godności, słabości, nieadekwatności, zależności, kruchości obserwowanym przez drugą osobę. Wstyd to brak uznania, a także zerwanie więzi.

Wstyd ma podwójną naturę, z jednej strony odwołuje się do indywidualnego doświadczenia, a z drugiej do więzi z ludźmi i do poczucia przynależności. Ciemna, destrukcyjna strona wstydu, zjada od wewnątrz i utrudnia codzienne życie, ale ma też wymiar ochronny – powstrzymuje przed podejmowaniem skrajnych działań, które mogłyby wykluczyć nas z określonej relacji czy grupy.

Wstyd odkrywa i zakrywa

Jak wygląda cieleśnie wstyd? Wstyd jest bolesnym ciężarem, który przenika całe ciało i otacza całe poczucie Ja. Jest być może najboleśniejszą z ludzkich emocji – zmniejsza posturę naszego ciała i obniża samoocenę, tak że chcemy zniknąć, zapaść się pod ziemię.

Skulone ciało, pochylona, schowana w ramionach głowa, zamknięte powieki, zaczerwieniona twarz i szyja, albo silna bladość i osłabienie. Osoby, które doznają wstydu, często mówią, że chcieliby się schować, ukryć, zapaść się pod ziemię.

Wstyd zwłaszcza w postaci zwielokrotnionej wstydem przed zawstydzeniem, jest doświadczeniem bolesnym, tak, że chce się go uniknąć także za pośrednictwem innych afektów: złości, lekceważenia, przygnębienia czy zaprzeczenia.

Ciało często jest usprawiedliwieniem dla wstydu, najmniejsze jego wady zewnętrzne czy nawet cechy uznane za wady, wszelkie odstępstwa od akceptowanych norm mogą stać się pożywką dla tego afektu. Uznawanie siebie za chudego, za grubego, utykanie, zez, cera z trądzikiem – wszystko to może być powodem do odczuwania wstydu. Tak naprawdę zawstydza nas czym nasze ciało jest dla innych. Nasze niedoskonałości i niedociągnięcia sprawiają, że myślimy o sobie, iż nie jesteśmy warci przynależności i akceptacji. A ponieważ jesteśmy niedoskonali, to się wstydzimy. Trwamy jak w zaklętym kręgu, uwięzieni przez własne lęki przed popełnianiem błędów, poniżeniem, odrzuceniem.

Co może być powodem wstydu?

Każdy może mieć własne powody do wstydu. Poniżej przykładowa lista powodów do wstydu:

  • wygląd,
  • status zawodowy i materialny,
  • rodzicielstwo,
  • macierzyństwo/ojcostwo,
  • rodzina/pochodzenie,
  • stan zdrowia,
  • uzależnienia,
  • seks,
  • proces starzenia się,
  • wyznanie,
  • traumatyczne doświadczenia,
  • czyjeś odrzucenie
  • nasze postępowanie, wybory itd.

Wstyd to prawdziwy ból

Wstyd to prawdziwy ból, porównywalny z bólem fizycznym. Trudno go leczyć, bo przez długie lata pozostaje w ukryciu – wstydzimy się przecież mówić o tym, co wstydliwe. Jednak „tylko wtedy, gdy jesteśmy wystarczająco odważni, by zgłębić ciemność, będziemy mogli poznać nieskończoną moc naszego światła” (J. K. Rowling).

Kiedy ktoś doświadcza wstydu, czuje się sam. Doświadcza dojmującej samotności i uznaje że to przeżycie jest jego własną sprawą, jego i tylko jego. Jest to inne niż w poczuciu winy, które uwzględnia obecność tego drugiego skrzywdzonego.

Bo wstyd to nie to samo co żal po tym, jak odkryliśmy, że nasze słowa lub czyny kogoś zraniły, zasmuciły, skrzywdziły. To nie dyskomfort, który odczuwamy, bo postąpiliśmy niezgodnie z naszymi wartościami. To nie żal z powodu tego, że nie umieliśmy w tej konkretnej sytuacji postąpić inaczej, nie dlatego że nie chcieliśmy, ale nie umieliśmy.

Wstyd każe myśleć o sobie „jestem zły”. Czymś innym jest myśleć „zrobiłem coś źle i chcę to zrobić inaczej”. Wstyd destrukcyjnie wpływa na nasze wewnętrzne przekonanie, że możemy coś zmieniać i robić lepiej.

Uczucie wstydu wywołuje przekonanie, że jest się samotnym. Tylko właśnie to czyjeś spojrzenie, oczy drugiego wywołują wstyd. To jest tak: właśnie zrobiłam coś głupiego, niestosownego, to należy do mnie, jeszcze nie osądzam. Wtedy podnoszę głowę: ktoś mnie widział. I zaczynam zdawać sobie sprawę z mojego zachowania i wstydzę się. Wstydzę się także przed sobą, tego co zrobiłam. Wstydzę się także, gdy się przed kimś obnażę, nie tylko fizycznie, ale emocjonalnie i to nie zostanie przyjęte.

Taki, jaki jestem, nie zasługuję, by być – mówi sobie ktoś zawstydzony. Kultura narcyzmu zachęca nas do ukrywania i wypierania naszych braków, deficytów, uczuć, że się mylimy, popełniamy błędy. Nasze doświadczenia są prawomocne, wtedy gdy odpowiadają normom i wymogom grupy społecznej, społeczeństwa. Reszta naszych doświadczeń, nieprawomocna, nieuznawana, staje się wstydliwa. Wstyd wydaje się też być bardziej zbliżony z wrogością wobec siebie niż wobec świata zewnętrznego, podczas gdy poczuciu winy może towarzyszyć wrogość równie silna wymierzona w dwóch kierunkach. Wstyd, zażenowanie, niesmak hamują naszą ekspresję. Dziecko wykarmione wstydem ma zablokowany w pełni kreatywny wzrost. Kiedy czegoś pragnę, jestem szczególnie wrażliwy na to jak środowisko mnie odbiera i wspiera, ponieważ czuję się nagi i kruchy.

Świat mnie nie przyjął

Wstyd pojawia się, gdy ktoś oczekuje lub potrzebuje dostrojenia, a zamiast tego spotyka się z dezaprobatą i niedostosowaniem w oczach drugiej osoby. Na przykład pojawienie się niechcianego dziecka w rodzinie, która nie jest na to gotowa, zdezorganizowana lub rozczłonkowana, jest receptą na wstyd.

Wstyd uważa się ogólnie za emocję, której zdolność odczuwania rozwija się wcześniej niż w przypadku winy i która odzwierciedla poczucie nieskuteczności w pozyskaniu miłości lub uwagi wczesnego opiekuna (zwykle matki). Dlatego też – jeśli dziecko oczekuje określonej reakcji matki – reakcji, jakiej może mieć powód oczekiwać – a matce nie udaje się zareagować zgodnie z tymi oczekiwaniami, dziecko może się poczuć źle lub bezwartościowo. Powtarzane odtrącanie tego rodzaju może prowadzić do wytworzenia się lękowego, niespójnego poczucia Ja, które szybko staje się wrażliwe na doświadczanie wstydu i doświadcza go. W takich przypadkach wstyd istnieje niemal na poziomie komórkowym, w samym rdzeniu istoty dziecka. Wtedy dziecko, przeżywa to doświadczenie nie w formie świadomej myśli, lecz w formie ucieleśnionego doznania zmysłowego. W przypadku wielu ludzi to żywe doświadczenie cielesne nawet w dorosłym życiu nie przedostaje się do świadomości w postaci wyraźnego wstydu.   To ten wstyd podstawowy, egzystencjalny, towarzyszy mu dojmujące poczucie nieprzynależenia. Wstyd jest więc wnioskiem – nie mam prawa chcieć-  do którego dochodzimy na temat siebie i swoich potrzeb w nieakceptującym nas świecie.

Na późniejszym etapie rozwoju – od 12. do 18. miesiąca – dziecko zaczyna rozróżniać siebie od matki. Na tym etapie doświadcza wczesnej indywidualności, której towarzyszy poczucie autonomii i niezależności, lecz także odrębności i odosobnienia. Dziecko po raz pierwszy zaczyna działać samodzielnie. W tym czasie może dojść do utrwalenia wrażliwości na wstyd, szczególnie jeśli samoświadomość jest naznaczana negatywnymi doświadczeniami współzawodnictwa i porównywania się z kolegami od zabawy czy rodzeństwem.

Około 4.−5. roku życia dziecko wyraża konkretne ideały dotyczące siebie i w ten sposób wstyd zaczyna być przez nie rozumiany w odniesieniu do tego, czy je osiąga. Może być to związane z byciem „dobrym”, „silnym”, „popularnym” lub „mądrym” – do czegokolwiek dziecko aspiruje. Chodzi o to, że stara się ono osiągnąć wybrany ideał i rozwija zdolność do określania, czy spełniło już tę aspirację. to stan opisany kiedy idealne Ja jest porównywane z rzeczywistym Ja, czasem prowadząc do wstydu z powodu porażki, braku jakiejś zdolności lub poczucia bezwartościowości jako konsekwencji nieosiągnięcia określonego ideału. Zdanie, które często jest kierowane do dzieci przez rodziców i dzieci : powinieneś się wstydzić za siebie! Rodzic mówi wówczas dziecku co powinno czuć. Zawstydzający rodzic skłania dziecko, by poczuło wstyd, a następnie wycofuje się i zostawia dziecko samotnie. prowadzący do odczuwania wstydu zostaje uwewnętrzniony wraz z oceną tego, czy jednostka osiąga swój konkretny ideał Ja.

Na pewno prawdą jest, że tworzymy nasze własne ideały, opierając się na cechach zinternalizowanych na podstawie oczekiwań naszych opiekunów i szerzej rozumianej kultury – z tworzącego ją wielogłosu obiektów. Jednakże kształt tych ideałów jest tworzony indywidualnie przez każdego z nas i dla każdego z nas. Od tego momentu wstyd kształtują nasze oczekiwania wobec siebie samych oraz te pochodzące z naszego otoczenia społeczno-kulturowego. Emocja ta jest także oznaką naszej wyobraźni, naszych marzeń i naszej kreatywności.

Mimo że wstyd może skłonić jednostkę do podjęcia terapii, zazwyczaj ciężko się do niego przyznać, rozmawiać o nim. Dotkliwy ból emocjonalny powiązany ze wstydem sprawia, że nawet na psychoterapii  możemy unikać mówienia o tym, co wywołuje u nas wstyd. Po pierwsze, często unika się słowa „wstyd” w codziennym języku. Po drugie, wstyd jest nieodłącznie powiązany z pragnieniem schowania się, dlatego też ludzie często ukrywają to uczucie podczas terapii lub unikają go, zamiast wnosić ten temat i skupiać się na nim.

Wstyd nigdy nie znika, ale możemy uzdrowić się z jego obezwładniającego wpływu, jeśli uda się nam zmniejszyć intensywność tego uczucia i jeśli przestaniemy się wstydzić samego doświadczenia wstydu.

Terapeutyczna praca nad wstydem koncentruje się w obszarze bycia przyjętym z własnymi słabościami, dezorganizacją i wrażliwością; bycia uznanym poprzez pewność siebie opartą na miłosnym uznaniu siebie, szacunku do siebie opartego na prawie do istnienia.

Uzdrowienia możemy doświadczyć, jeśli znajdziemy człowieka, przed którym będziemy mogli ukazać swój wstyd, któremu opowiemy naszą historię o wstydzie. Wstyd lubi milczenie, gdy o nim opowiemy, może przestać mieć nad nami władzę.

***

słabo mi idzie rozgraniczanie

związków toksycznych

od tych zdrowych

nie potrafię odróżnić

miłości od przemocy

wyglądają tak samo, Rupi Kaur, dom ciało

 

A to nowa piosenka Yasmin Levy

 

„Qui non zelat, non amat”

„Ten, który nie czuje zazdrości, nie kocha”

 

Ostatni mój wpis było o zdradzie. A zazdrość towarzyszy i miłości i zdradzie. To skomplikowana emocja. Obarczona społecznie ostracyzmem. W google jak wpisałam słowo zazdrość pojawiły się takie tytuły: zazdrość i zaborczość jak sobie radzić, lek na zazdrość, jak sobie radzić z zazdrością w bliskim związku, jak nie być zazdrosnym. Brzmi to tak jakby zazdrość powinno się wyeliminować, zwalczyć, a odczuwanie zazdrości było wstydliwe.  Zazdrość jest różnie interpretowana. Jest na przykład uznawana za motywację do zbrodni w afekcie, jako niszcząca siła, którą należy okiełznać.  Zaś w innym spojrzeniu to towarzyszka miłości. Antropolożka ewolucyjna Helen Fisher ujmuje tak jej opis: „ ta przyprawiająca o mdłości kombinacja zaborczości, podejrzliwości, wściekłości i upokorzenia, potrafi zdominować twój umysł i zagraża twojej istocie, gdy kontemplujesz swego rywala”.

Przyznajesz się do zazdrości?

Ludzie często zaprzeczają zazdrości, by jawić swoją moralną wyższość: Ja? Zazdrosny? No coś ty! Zazdrość, według niektórych cuchnie zależnością i słabością. A jej okazywanie może być szczególnie niebezpieczne, dla tych którzy obawiają się bliskości, bo może oznaczać, że im zależy. A dla kogoś kto obawia się bycia blisko w relacji to oznaka, że ten o kogo jestem zazdrosna/y ma nade mną władzę. Pokrętne, ale jak ktoś boi się  bliskości, mało co jest przejrzyste. Często też wstydzimy się zazdrości, bo to może być oznaka, że nie radzę sobie ze swoimi emocjami. Zazdrość jest krytykowana i przeżywana jako niedopuszczalna.

A czy jest naprawdę czego się wstydzić, kiedy czuję zazdrość jak kocham?

Zazdrość ma wbudowany pewien paradoks. Żeby być zazdrosnym trzeba kochać- przecież trudno być zazdrosnym o kogoś na kim mi nie zależy. A z drugiej strony jeśli się kocha, nie powinno się być zazdrosnym. A jednak jesteśmy. Zazdrość jest naszpikowana sprzecznościami. Zazdrosna/y cierpię bo, jestem zazdrosna/y i wyrzucam to sobie, obawiam się, że moja zazdrość zrani innego, myślę, że ulegam banałowi: cierpię, że jestem wykluczona/y, że jestem szalona/y, pospolita/y, agresywna/y.

Sami, albo nie przyznajemy się do zadrości, albo z wahaniem. Natomiast martwimy się, że partner jej nie odczuwa. Zgadzamy się z przysłowiem łacińskim, którym zaczęłam „Ten, który nie czuje zazdrości, nie kocha”, jeśli chodzi o innych. Wobec siebie samych taką logikę jest trudniej zastosować. Myślę sobie, że najczęściej zazdrość jest reakcją naturalną, a nie powodem do wstydu. Uznanie jej to uznanie miłości, rywalizacji, porównań. Tego wszystkiego co uwypukla bezbronność. Szczególnie wtedy, gdy obnażamy się przed tym kogo kochamy. Zazdrość to konfrontowanie się z obawami, lękiem przed stratą, brakiem poczucia własnej wartości. Nie jest z pewnością urojeniem. Ayala Malach w książce Romantyczna zazdrość. Przyczyny, objawy, leczenie”, pisze , że „zazdrość to cień miłości”. Przypomina, że cenimy partnera i relację.

W przypadku zdrady, zazdrość może zmienić się w szał lub przestać istnieć, bo zazdrość karmi się wątpliwościami, a gdy zdrada jest ujawniona, albo zaczynamy świadomie zdawać sobie sprawę z sytuacji, w której jesteśmy, to jest już pewność. Zazdrość może wtedy jeszcze spotkać zawiść. Zawiść odnosi się do czegoś, czego się nie ma, ale pragnie, a zazdrość do czegoś co się ma, ale może stracić. Przy zdradzie gwałtowny ból, może być wytworzony przez mieszankę zazdrości i zawiści. Pod tym pulsuje wstyd, zwątpienie w siebie samą/samego.

Czy zazdrość da się pominąć?

Czy zazdrość jest w nas zakodowana?  A może jest wyuczona? Psychologowie ewolucyjni uznają uniwersalność zazdrości. Badacz David Buss napisał w ten sposób: „ doskonale dopasowany mechanizm adaptacyjny, który dobrze służył interesom naszych przodków i obecnie nadal służy naszym interesom”.

Zazdrość pojawia się wcześnie, już u małego dziecka, mniej więcej koło 18 miesiąca. Natomiast długo po radości, smutku, złości czy lęku. Czemu tak późno? Podobnie jak wstyd i poczucie winy, jest to uczucie, które występuje po osiągnięciu pewnego poziomu w rozwoju poznawczym, gdy następuje rozróżnienie na siebie i innego.

Czy zazdrość powinno się wyeliminować? W związkach, gdzie ktoś z pary domaga się kontroli nad każdą myślą partnera, z pewnością lepiej wyluzować. Ale zanim wyrzucimy zazdrość wsłuchajmy się w nią, co ona nam mówi? Co jest pod tym, kiedy czuję zazdrość? W świecie, gdzie wiele związków cierpi z powodu zobojętnienia i monotonii, a nie zazdrości, ten zapał który wzbudza zazdrość może nam posłużyć. Pod warunkiem, że jesteśmy otwarci i gotowi znieść towarzyszącą temu stanowi bezbronność.

 

***

Wiesław Myśliwski, Nagi sad

 

Zdrada i co dalej

Patrycja Balicka07 marca 2021Komentarze (0)

 

„Miłość to sprawa idealna, małżeństwo- realna. Połączenie rzeczy realnej z idealną nigdy nie uchodzi bezkarnie”

Johann Wolfgang Goethe

 

Niewierność istnieje, od czasu kiedy wynaleziono małżeństwo. I wzbudza ogromne emocje. Wywołuje lęk, fascynuje, jest powodem do plotek. Niewierność jest wytrzymała na potępienie, zakazy, kary, ostracyzm. Jest „grzechem”, któremu poświęcono w Biblii, aż dwa przykazania. Jedno dotyczy czynu, a drugie myśli o tym. Ludzie się łączą w pary,  niemal na całym świecie. Monogamia to oficjalna norma, a niewierność to norma potajemna.

Przez stulecia małżeństwo było nie uczuciowym związkiem dwojga, ale strategicznym przedsięwzięciem dwóch rodzin, które mogło zapewnić przetrwanie ekonomiczne. Uczucie jako kruche, nie mogło leżeć u podstaw tak ważnej instytucji. Seks służył w małżeństwie głównie prokreacji. Gdy małżeństwo było sojuszem ekonomicznym, to zdrady otwierały przestrzeń dla miłości. Przysięgano na dobre i złe. Tyle, że śmierć też przychodziła wcześniej niż obecnie. A jak jest teraz? Kocham cię, pobierzmy się – to stosunkowo nowa koncepcja. Gdy lokujemy w jednej osobie, wszystkie nasze oczekiwania i tęsknoty, przepis na rozczarowanie, a nawet katastrofę jest gotowy. Dodatkowo obecne poczucie, że dążenie do szczęścia jest obowiązkiem, gubi nas.

Kiedy myślicie o zdradzie, jakie słowa, skojarzenia przychodzą wam do głowy?

Czy w zależności od użytych słów i kategorii zmieni się wasze podejście, czy osąd?

Czy wasze zdanie na temat zdrady będzie inne dla „skoku w bok”, a inne dla „romansu”? A „przelotny związek”, „przyjaciółka”, „kumpel do łóżka”, „kochanka”, „dziewczyna do towarzystwa”? Czy wasza reakcja na te słowa jest różna?        I czy na wasze odpowiedzi mają wpływ wasze własne doświadczenia?

Czy naprawdę  na zdradę można patrzeć w sposób czarno-biały?  Czy przy całej złożoności miłości i pożądania można poddać się prostej kategoryzacji na dobrego i złego, ofiarę i krzywdzącego. Oczywiście niepotępianie nie oznacza akceptacji czy pochwalania. Jednak, gdy redukujemy mówienie o zdradzie do wyroków winny-niewinny, ofiara-krzywdziciel, tracimy możliwość rozmowy na ten temat i uchwycenia istoty problemu w danej relacji.

Czy kryzys w w relacji w postaci zdrady, może odmienić życie pary? Czy może być szansą? Tego nie wiemy, to zależy od tej konkretnej pary i sytuacji. Jednak Esther Perel w swojej książce „Kocha, lubi, zdradza” pisze tak: „Są ludzie, którzy doświadczają pozytywnych, odmieniających życie stanów w przebiegu śmiertelnej choroby. A jednak wdanie się w romans polecałabym nie bardziej niż zachorowanie na raka”.

Czy jest definicja zdrady?

„Nie miałem kontaktów seksualnych z tą kobietą”. Prezydent Bill Clinton

Każdy ma swoją własną definicję zdrady. Dla jednej osoby będzie to realizowanie potrzeb seksualnych z osobą spoza związku, a dla innej bliska emocjonalna relacja z osobą spoza związku jest zdradą. Rozumienie niewierności jest niekonkretne, a dodatkowo obecnie era internetu daje nowe możliwości. Czy wysyłanie esemesów z podtekstem erotycznym to zdrada? A rozmowa na czacie? A oglądanie pornografii, kontaktowanie się ze swoim eksem? A wspólna praca ze swoją byłą „przyjaciółką”? Gdyby zadać takie pytanie: Czy w ciągu 12 miesięcy odbyła pani stosunek seksualny z kimkolwiek poza mężem/partnerem/chłopakiem/konkubentem? No właśnie, gdyby definiowanie niewierności było takie banalne, dramatów i wątpliwości z nią związanych byłoby znacznie mniej. A prawda jest taka, że formy przekraczania granic są niejednoznaczne, a świat zdrad jest dosyć nieprzenikniony jak i sama seksualność.

Kto jest zdradzany?

Dodatkowo dochodzi niejasność kto jest zdradzany? Czy jeśli mężczyzna ma relację z dwiema kobietami, to zdradza tylko jedną, żonę? Bo ona ma na niego papier? Czy „ta druga” też jest zdradzana? A może „ta druga” zdradza też samą siebie? Czy naprawdę można jednoznacznie odpowiedzieć na takie pytania. Wydaje się, że jest to temat, gdzie jest więcej pytań niż odpowiedzi. Czy namiętność ma datę ważności? Czy zdradę trzeba zawsze ujawniać? Czym jest wierność? Czy można kochać więcej niż jedną osobę jednocześnie?

Definiowanie zdrady jest i proste i skomplikowane. Definicja zależy od ludzi. A to oznacza i wolność i większą niepewność. Kiedy słyszymy od drugiej strony: miałam/miałem romans- nie będziemy się przecież sprzeczać. Jednak gdy jedna strona uznaje zachowanie drugiej za zdradę, a w odpowiedzi otrzymuje odpowiedź: „kotku, to nie tak jak myślisz”, „to nic nie znaczy”, „to nie zdrada”, „przestań jesteś zazdrosna/y” –  robi się gęsto, mglisto  i niepewnie. I wtedy zazwyczaj „zdradzona” osoba interpretuje naruszone granice. Tylko czy poczucie zranienia daje prawo do tworzenia własnej definicji?

Podstawą zdrady jest pogwałcenie zaufania. „Nie na to się umawialiśmy”. Tyle, że często strony nie umawiają się konkretnie, nie ustalają warunków. A  przekroczone granice uświadamiamy sobie czasem dopiero wtedy, gdy są przekroczone. Granice uwidaczniają się w szczególności jeśli chodzi o zewnętrzne przywiązania, na ile możemy sobie pozwolić, aby nie urazić partnera: „rozumiem,że to twój przyjaciel, ale czy musisz wszystko mu o nas opowiadać?”,  „sypiamy ze sobą, a ty nie usunąłeś z portalu randkowego swojego konta”, „czemu spotykasz się ze swoim eks?”

Niezależnie od definicji zdrady zachowania drugiej osoby w związku, które są postrzegane jako niewierność, stanowią zagrożenie dla związku, dla poczucia więzi. Zdrada może uruchomić alarm, który zmusza do skupienia się na związku, albo może zwiastować jego koniec. Romans jest wyrazem i tęsknoty i straty.

Powody zdrady

Powodów do zdrady jest wiele. Niektóre zdrady to efekt samotności, lat martwoty seksualnej , niechęci, żalu, braku zainteresowania w małżeństwie, pragnienia uwagi. A czasem to efekt po prostu okazji, wyjazdu służbowego, imprezy firmowej, zbyt dużej ilości alkoholu. Ktoś może przekroczyć granice dla jednego „numerku”, a ktoś inny chce tam emigrować.

Romans prowadzi do ryzyka, niebezpieczeństwa, ale i daje zastrzyk wynikający z nieposłuszeństwa i naruszania granic. Tylko czy życie w kłamstwie może budować, czy raczej rujnować? Kłamstwo to pułapka, wiedzie do samotności i destrukcyjnego poczucia wstydu i nienawiści do siebie samego. Każda rozmowa o zdradzie to konfrontowanie się z sekretami. I tu zaczyna się pytanie: a co z prywatnością? Gdzie kończy się prywatność, a zaczyna tajność? Czy szpiegowanie to dobry środek zapobiegania? Czy mam prawo czytać twoją korespondencję? Czy gdy wszystko w parze będzie transparentne, nie pozbędziemy się tej szczeliny, w której płonie pożądanie? Ogień wszakże potrzebuje tlenu.

Zdrada to temat wieloaspektowy, szczególnie w psychoterapii. Redukowanie romansu do seksu i kłamstw nie pomoże nikomu. Widzenie jej tylko z jednej perspektywy jest zbyt upraszczające i mało pomocne. Zarówno gdyby traktować ją przez pryzmat spustoszenia, jak i przez lekceważenie zniszczeń a spojrzenie przez pryzmat ludzkiej skłonności do poszukiwania. Co może zatem pomóc? Spojrzenie ukazujące motywację, znaczenie i konsekwencje zdrady. Niewierność konfrontuje z wewnętrznymi konfliktami, sprzecznymi siłami, z pokusą, żądzą, niemożliwą miłością, pułapką, winą, złamanym sercem, podejrzeniami. Miłość jest skomplikowana, a niewierność jeszcze bardziej.

Jak się kończą historie ze zdradą w tle? Różnie. Koniec romansu- a małżeństwo/związek jest kontynuowany- czasem para pojawia się na psychoterapii; rozpad związku i zakończenie romansu; rozpad związku/małżeństwa, a z romansu tworzy się nowy związek; albo trwają dwa związki równolegle ile się da. Czym jeszcze? Zdradą Siebie. Osamotnieniem, wstydem, nienawiścią do siebie, depresją…

Na koniec zdrada w statystykach

Badania nad zdradą w Polsce – 2019 r. Centrum Badania Opinii Społecznej

Próba badanych – 1080 osób

42% dorosłych w Polsce ma doświadczenie zdrady – angażują się w romans z osobami pozostającymi w związkach- co drugi mężczyzna, co trzecia kobieta.

Przedział wiekowy badanej grupy: 25-34 lata. 52% mężczyzn zdradza, 33% kobiet zdradza.

Powody zdrady według CBOS:

– pozostawanie pod wpływem alkoholu,

– odwet na partnerze,

– nieudolne pożycie pary w sferze seksu, bliskości, wzajemnego zaufania,

– okres ciąży i macierzyństwa.

Skąd pochodzą zdradzający?

Panie: Warszawa 19%, Wrocław 6%, Kraków 5%, Poznań/Katowice 4%

Panowie: Warszawa 16%, Kraków 6%, Poznań, Wrocław 5%, Łódź 4%.

Cechy partnera przy zdradzie:

– dla mężczyzn naturalny biust 26%, dla kobiet niesformułowane;

– otwartość na seks oralny 26%,

– poczucie humoru 21%,

– inteligencja 20%,

– dobra zabawa, eksperymentowanie 19%.

85% respondentów uważa, że są to związki przelotne.

Tak czy tak, zdrada zawsze coś rujnuje, także w nas samych i w pewien sposób jest także zdradą Siebie.

***

„To prawda, że całe życie musimy udawać, aby żyć. Nie ma chwili, żebyśmy nie udawali. I nawet sami przed sobą udajemy. W końcu jednak przychodzi taka chwila, że nie chce nam się dłużej udawać. Stajemy się sami sobą zmęczeni. Nie światem, nie ludźmi, sami sobą.”

Wiesław Myśliwski – Traktat o łuskaniu fasoli

 

 

O tym jak sabotujemy realizację własnych potrzeb

***

W grudniu byłam na warsztacie dla psychoterapeutów o pracy z osobami ze stylem relacyjnym borderline. Na koniec padło takie wydaje się, że proste zdanie dotyczące nie tylko tego stylu relacyjnego: „jeśli nie masz kontaktu ze sobą i nie wiesz dokładnie co czujesz, to możesz nie wiedzieć czego tak naprawdę chcesz, albo nie wyrażasz tego co chcesz i w rezultacie nie wybierasz dobrze”.  Proste niby. A jednak nie takie proste, wiedzieć co się czuje, wiedzieć czego się chce i mieć odwagę to wyrażać. Każdy z nas ma potrzeby. Tyle, że niektórzy mają trudność w ich rozpoznaniu, wyrażeniu.

Jeśli nasze potrzeby nie były uznawane i zaspokajane w dzieciństwie w odpowiedni sposób, to w dorosłość wchodzimy z tym bagażem. I nie chodzi tu tylko o drastyczne doświadczenia (np. nadużycia, czy opuszczenie), ale również o takie doświadczenie, w których dostajemy czegoś za mało albo za dużo (np. gdy dziecko jest lekceważone albo ma nadopiekuńczych opiekunów). W dorosłym życiu ktoś tak doświadczony w dzieciństwie będzie unikać własnych potrzeb, wyrażania ich, dbania o siebie.

Jak rozpoznajesz swoje potrzeby

Pierwsze co dobrze sobie rozpoznać, to jak ja określam swoje potrzeby. Są na to dwa sposoby:

Wiem, ale czego nie chcę

Określam czego nie chcę i w ten sposób dochodzę do tego czego chcę. To jest właśnie taki styl unikający bezpośredniego wyrażenia czego chcę. Boję się to wyrazić, więc asekuracyjnie mówię sobie, czego nie chcę. To jest bezpieczniejsze, bo kiedy powiem czego chcę to…, no właśnie co? Odkryję się, będę bardziej wystawiona/y na zranienie, rozczarowanie. Z jednej strony to chroni, ale tak naprawdę jest pułapką. Ktoś kto jest z nami w kontakcie, nie będzie wiedział czego chcemy. A także z punktu widzenia funkcjonowania naszego umysłu i określania celów do realizacji. Dobrze jest je określać konstruując zdania pozytywne, a nie negujące, np.: Ja chcę wyjechać na wakacje nad morze, zamiast Ja nie chcę być w domu w wakacje. Banalne? Wcale nie. Nasza podświadomość nie słyszy nie, a umysł jest jak kelner przyniesie nam to czego chcemy. I co słyszy w takim komunikacie podświadomość: chcę być w domu w wakacje… Nie będę pisać teraz o funkcjonowaniu podświadomości, a to tylko taki drobny przykład, jak to się dzieje, że dostajemy dokładnie to czego nie chcemy. O tym, dlaczego też ciągle powtarzamy niesatysfakcjonujące relacje, miejsca pracy itp. pisałam we wpisie Niedokończony Gestalt i  O przymusie powtarzania

Ja chcę

Określam czego chcę. Tutaj istniejemy bardziej, jest nas od razu więcej, bardziej mnie widać kiedy mówię ja chcę. Odkrywam się, ale jest też większa szansa na to, że dostanę to czego chcę. A jak nie dostanę to pójdę dalej, bo wiem czego potrzebuję dla siebie.

Autosabotaż

A dalej krótka lista sposobów w jaki pozbawiamy się spełnienia emocjonalnego. Właściwie to wszystkie są ze sobą powiązane. I stanowią jakby jeden węzeł.

Nie wyrażam swoich potrzeb

Już trochę powyżej o tym napisałam. Kiedy nie wyrażasz własnych potrzeb, pozwalasz innym, aby je ignorowali, wykorzystywali cię, nie szanowali. Tak się dzieje kiedy nie mówisz, że chcesz być traktowana/y inaczej.

Czuję się nieważna/nieważny

To gruby temat, to nie tylko poczucie własnej wartości, ale poczucie tożsamości, że jestem ważna/ważny i mam prawo aby spełniać swoje potrzeby. Jeśli twoje poczucie własnej wartości jest znacząco zaniżone, nie czujesz się uprawomocniona/y do spełniania swoich potrzeb. Może ci się wydawać, że na to nie zasługujesz. Trudno wtedy dbać o siebie, walczyć o swoje. Raczej wtedy taka osoba będzie się koncentrować na potrzebach innych.

Jeśli w  głębi duszy nie wierzysz, że zasługujesz na realizację własnych potrzeb, czujesz poczucie winy, gdy zrobisz coś dla siebie. To takie  uczucie dyskomfortu, które pojawia się, gdy jesteś dla siebie dobra/dobry, gdy dążysz do tego czego chcesz. Wtedy masz ochotę się usprawiedliwić i dążysz do tego, żeby zrobić coś dla dziecka, partnera, rodzica. Tak naprawdę nie dajesz sobie prawa, aby dba o realizację tego czego ty potrzebujesz.

Nadmiernie koncentruję się na potrzebach innych

To szlachetne zachowanie mieć uważność na potrzeby innych ludzi. Kiedy czynimy to kosztem siebie, nakręcamy spiralę wykorzystywania siebie. Jest to także jeden z tzw. mechanizmów unikania kontaktu, kiedy robię innym to co sama chciałabym/chciałbym otrzymać, tylko nie mam odwagi wyrazić tego czego ja chcę.

Relacje z osobami emocjonalnie niedostępnymi

To pewny sposób na to, że będziesz emocjonalnie niespełniona/niespełniony. Być może powtarzasz stary wzorzec. Z pewnością nie stworzysz satysfakcjonującego związku z kimś kto jest niedostępny. O tym także pisałam w wpisie o tym jak powtarzamy frustrujące sytuacje, relacje  i jak kochamy za bardzo.

Odpowiedz sobie

Odpowiedz sobie, który sposób określania potrzeb jest bliższy tobie i w jakich sytuacjach i do czego cię to prowadzi. I czy wygodnie ci z tym? I czy decydujesz się wybierać go nadal? Może bagaż dzieciństwa jest ciężki, ale teraz ty decydujesz co z tym zrobisz i jak wykorzystasz swoje życie. Zrozumienie własnych autodestrukcyjnych zachowań, jak sabotuję własne potrzeby pomaga wyjść z tych zachowań. Wykształciłaś/wykształciłeś kiedyś takie zachowania i wtedy były przydatne, pozwalały przetrwać na przykład w niesprzyjającym środowisku, tyle że usztywnione w dorosłym życiu, odbierają ci wiele.    O co w takich zachowaniach chodziło i może nadal chodzi? Zazwyczaj o zaspokojenie potrzeby akceptacji (nie wychylam się z własnymi potrzebami to nie zostanę odrzucona/y), uczucia (kocham innych, dbam o nich, a chcę aby mnie kochano, dbano o mnie), uwagi (kieruję uwagę na innych, a tak bardzo jej potrzebuję dla siebie).

Rozumiejąc jak sabotuję siebie, mam wybór, czy chcę tak dalej.

 

***

 

„staraj się

kochać siebie

tak namiętnie jak kochasz innych”

zobowiązanie, Rupi Kaur

 

A ta piosenka ZAZ którą lubię baaaardzo, ma akurat tytuł idealny Je veux – Ja chcę! 🙂

 

„Książki to także świat, i to świat, który człowiek sobie wybiera, a nie na który przychodzi”.

Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli

***

Szybki, krótki przegląd książkowych inspiracji

 

Macie już prezenty? A może książka? Przygotowałam  własny, krótki przegląd moich pozycji książkowych z ostatnich miesięcy. Może okażą się dla kogoś inspiracją. Kolejność nie jest rankingowa. Niektóre z wybranych książek, dopiero co zaczęłam czytać. to znaczy dokładnie tę pierwszą 🙂

1. Rupi Kaur, Dom ciało

 

To nowy tomik poezji Rupi Kaur. Bardzo kobiecy, intymny, refleksyjny. Dotyczy miłości, straty, traum, powrotu do zdrowia, kobiecości, emigracji. W twórczości Kaur kruchość, delikatność przewija się z kobiecą siłą. Z ludzką siłą do istnienia, wbrew wszystkiemu, wbrew dramatycznym traumom, krzywdom, zranieniom. Bije z niej też refleksja, mądrość, ale też dystans i humor.  Rupi Kaur, jest odważna, niebanalna. Swój pierwszy tomik poezji wydała własnym sumptem.

Cytowałam już kiedyś w jednym wpisie Kaur. Na czytelniczkę/ czytelnika, który pierwszy znajdzie ten cytat i do mnie napisze czeka nowy tomik Rupi Kaur w prezencie ode mnie.

2. Jolanta Brach-Czaina, Szczeliny istnienia

 

Szczeliny istnienia to esej filozoficzny. Dotyczy podstawowych sytuacji egzystencjalnych: miłości, cierpienia, umierania, narodzin z perspektywy codzienności. Tej książki nie potrafię opowiedzieć. Czytam ją zdanie po zdaniu, wracam, zaczynam znów. Zamieszczam fragment poniżej.

„To, o czym chcę mówić, dotyczy istnienia w postaci egzystencjalnego konkretu, którym jest zarówno napotkany kamień, jak i każdy z nas. Można też powiedzieć, że dotyczy bytu – a więc tego, co jest i co posiada moc obecności pełną, którą wyraża słowo JEST. Bo czyż można być mocniej niż to, co jest? I czy nasze myśli nie powinny zwracać się ku temu, co jest, ku otaczającemu nas bytowi, jakim też sami jesteśmy?”

3. Eva Eger, Wybór

 

 

To historia amerykańskiej psychoterapeutki, która była więźniarką obozu Auschwitz. W 1944 roku jako szesnastolatka Edith Eger została wywieziona do Auschwitz. Przetrwała, bo doktor Józef Mengele lubił patrzeć na jej taniec. Gdy obóz został w końcu wyzwolony, Edith, u skraju sił, została wyciągnięta ze stosu ciał. Tylko to nie jest historia obozowa wyłącznie. A właściwie w ogóle nie jest. To jest niezwykła historia o sile życia, o wyborze który każdy z nas ma. Autorka opowiada jak w „średnim wieku” zaczęła się uczyć psychologii, psychoterapii i została psychoterapeutką. To historia o tym, jak jej dramatyczne przejścia, jej życie, są jej zasobem w pracy z innymi ludźmi, w pomaganiu im. To bardzo ważna dla mnie książka.

4. Jessica Bruder,  Nomadland W drodze za pracą

 

To opowieść jak mając niewiele, będąc uznanym przez innych za bezdomną/bezdomnego można zachować chęć i radość życia, ludzkie odruchy. Bohaterowie nie mają oszczędności, wyparowały w kryzysie, lub z innych powodów. Żegnają się z wygodnym życiem, przesiadają się  do kamperów, przyczep, vanów czy pikapów i ruszają w drogę. Jeżdżą od stanu do stanu w poszukiwaniu dorywczej pracy – na kempingach, przy zbiorach owoców i warzyw, w centrach logistycznych Amazona. Żyją tak delikatnie, że innym nie wadzą. Nawiązują przyjaźnie, dzielą się doświadczeniami, pomagają sobie nawzajem.

To włóczęga po innej Ameryce. Dla mnie to historia o wolności. Czy wolny jest bardziej ten ktoś z napchanym kontem, tytułami, luksusowym samochodem?

5. Agnieszka Jelonek, Koniec świata umyj okna

 

 

Książka niewielka, szybka w lekturze, tyle że pozostająca w pamięci na dłużej. Bohaterkę zaczynają dręczyć ataki paniki. Nie rozumie ich przyczyn, z pozoru wydaje się, że prowadzi życie jak to się teraz modnie mówi „wystarczająco dobre” z wystarczająco dobrym mężem. No, ale coś jednak jest nie halo. Dla lękowców może być pewnym ukojeniem, perspektywą, że nie tylko mnie spotykają lęki.

Dobrze miało być krótko, ale jeszcze jedna pozycja.

6. Lori Gottlieb, Czy chcesz o tym porozmawiać?

 

 

Terapia oczami terapeutki i jej terapeuty to za mało, aby opisać tę książkę. Lori jest terapeutką. Historia zaczyna się od jej życiowego kryzysu. Terapeutka, też człowiek. Ktoś ją zostawia, ona zdezorientowana – przecież mówił, że kocha. Banalne? Bynajmniej nie. Jej opisy siebie i swoich stanów są ujmujące. Opisuje siebie z rozbrajającą szczerością. Jak wtedy, kiedy sama będąc w rozpaczy zawlokła się na sesję z pacjentką w bluzce od pidżamy. I pacjentka zapytała czy to pidżama. Co z tego wyniknęło znajdziecie w książce. To także opisy sesji terapeutycznych – dla tych, którzy chcieliby się dowiedzieć jak sesja może wyglądać.

Losy bohaterów, pacjentów pokazują barwność życia, jego przewrotność i zawsze siłę życia, ale także rolę drugiego pomocnego człowieka, którego spotykamy na swojej drodze. Rolę relacji, wszyscy pragniemy dobrych więzi.

Rozpędziłam się, ale miało być krótko więc kończę.

***

Dołączam piosenkę zespołu Frankie Goes to Hollywood „The Power of Love. To miłosna piosenka, jeden z moich hitów. Jest przeszywająca, tłumaczę ją od kilku lat 🙂 No i nie zapomnijcie o konkursie. Czekam 🙂