Patrycja Balicka

Kobieta, córka, matka, przyjaciółka i psychoterapeutka.
[Więcej >>>]

Skontaktuj się!

Moja piątka z literatury

Patrycja Balicka04 grudnia 2021Komentarze (0)

 

To kolejna powieść Nunez, którą się zachwyciłam. „Przyjaciel” to piękna opowieść o przemijaniu, przyjaźni, miłości, radzeniu sobie ze stratą. W „Pełni miłości” autorka znów mierzy się z tematem przemijania, śmierci, przyjaźni. Główna bohaterka mierzy się z wyjątkowo trudną prośbą- przyjaciółka prosi ją o towarzyszenie w odchodzeniu.

 

Czy miłość ma sens?

Patrycja Balicka20 sierpnia 20212 komentarze

„Nigdy nie jesteśmy tak bardzo bezbronni wobec cierpienia jak wtedy, gdy kochamy”.

Zygmunt Freud

***

Szukamy jej ciągle w różny sposób, mamy obsesję na jej punkcie, ale co tak naprawdę o niej wiemy? Czym jest miłość? Cierpienie, dramaty, euforia, zaspokojenie???? Ileż jest piosenek o miłości, tekstów, powieści, cytatów a my często błądzimy, próbując ją złapać w jakieś ramy. Czytałam niedawno powieść (Julian Barnes, Jedyna historia), gdzie bohater miał zeszyt, w którym zapisywał na przestrzeni kilkudziesięciu lat, zdania o miłości. Co jakiś czas pod wpływem własnych doświadczeń zapisane prawdy poddawał rewizji  i wykreślał te, które jego zdaniem jednak nie są prawdziwe. I tak w zaawansowanym wieku po rewizjach zostało w notatniku niewiele. Na przykład to zdanie: „W miłości wszystko jest jednocześnie prawdą i fałszem; to jedyny temat, na który nie da się powiedzieć nic absurdalnego”.

Kochając wystawiamy się na ciosy. To co daje poczucie bycia kochanym? Czy daje poczucie bezpieczeństwa? Siłę?

W trudnych, najcięższych momentach życia najlepsza jest pociecha ze strony ukochanych. Zbyt często jednak poddajemy się twierdzeniu, że romantyczna miłość ze swojej natury jest i była zagadką.

Miłość może zacząć się różnie – od pierwszego wejrzenia, przelotnego spojrzenia, komplementu, zniewagi. A właściwie czy  wiemy kiedy się zaczyna? A jak się kończy? Łzami, smutkiem, frustracją. Tylko czy takie emocje świadczą o końcu miłości? Czy raczej o jej trwaniu, a utracie relacji. Bywa różnie. Szukamy miłości, bywa że ona nas sama znajduje. Zbawia nas, albo niszczy, uskrzydla, albo pogrąża w otchłani smutku. To po co to wszystko? Po co się tak męczymy? Pary, które trafiają do mnie do gabinetu nie mają wątpliwości, że lepiej być w związku. Czasem nie wiedzą jak w nim być, lub z kim. Bo co to właściwie znaczy być w miłosnym związku? Po co szukamy miłości? Co sprawia, że miłość trwa? Czy miłość ma w ogóle sens?

Czy jest definicja miłości?

Przez wieki miłość wymyka się spod definicji pisarzom, poetom, filozofom i samym kochankom. Starożytni Grecy rozróżniali 8 typów miłości.  Ich definicje nakładały się na siebie.

Agape – bezwarunkowa miłość.  Najbardziej niezwykłym rodzajem miłości jest Agape. Jest to bezinteresowna, bezwarunkowa i altruistyczna miłość. Agape jest również tym, co niektórzy nazywają miłością duchową. Forma tego uczucia opiera się głównie na płaszczyźnie duchowej i jest najwyższą formą miłości.

Eros – miłość erotyczna. Nazwa tego uczucia pochodzi od greckiego boga miłości i płodności, Erosa. Z tego względu kojarzy się zazwyczaj z namiętnością i fizycznym pożądaniem. Miłość ta, jest bardzo namiętna i intensywna, pobudza w ludziach seksualne marzenia. Jest również idealistyczną i radosną miłością, która jednocześnie jest niebezpieczna. Aby utrzymać taką namiętność, Eros potrzebuje głębszych form miłości.

Pragma- stała miłość. To miłość, która dojrzewa z czasem. Choć łączy pary z wieloletnim stażem, spycha fizyczność i pożądanie na drugi plan. Ten rodzaj uczucia skupia się na wzajemnym zrozumieniu, partnerstwie i harmonii, będącej wynikiem wieloletniej pracy i spędzonego razem czasu.

Ludus – figlarna miłość. Chociaż wiąże się z miłością Eros, Ludus postrzegana jest w kategorii drażniącej, zabawnej miłości, która doświadczana jest przez młodych kochanków. Uczucie to przypisywane jest pierwszym miesiącom romansu. Jest to okres nazywany dziś zauroczeniem. Dzięki tej miłości jesteśmy podekscytowani życiem, stajemy się aktywni i bardziej żywi.

Storge – miłość rodzinna. Storge jest miłością szczególną, którą odczuwamy w gronie rodzinnym. Nie posiada ona pociągu fizycznego ani seksualnego. Jest to pewna forma niezwykłego przywiązania, jaką rodzice odczuwają do swoich dzieci oraz dzieci względem swoich rodziców. Storge służy również do opisania poczucia pokrewieństwa, które przeżywa rodzeństwo.

Philia – miłość braterska. Łączy bliskich przyjaciół. Uczucie to pozbawione jest pociągu fizycznego i charakteryzuje się wiernością, lojalnością i poczuciem solidarności.

Philautia – miłość własna. Nazywana jest również „własną miłością”, błędnie myloną z narcyzmem. Philautia w swojej najczystszej postaci nie polega na samouwielbieniu, lecz współczuciu i empatii w stosunku do samego siebie.

Mania – obsesyjna miłość. Jest jednym z negatywnych rodzajów miłości. Może doprowadzać do szaleństwa, zazdrości i gniewu. Występuje zazwyczaj gdy brakuje równowagi między Erosem a miłością Ludus. Kiedy miłość zamienia się w obsesję, ewoluuje ona w Manię.

Współczesna definicja miłości

Obecnie jakże często jesteśmy skonsternowani. Strona internetowa canyoudefinelove.com pokazuje definicje miłości ludzi z całego świata. Każdy z nas ma swoją własną definicję, każdy ma swoją jedyną historię miłości.

Naukowcy są bardziej precyzyjni i na przykład Robert Sternberg z Oklahoma State University opisuje miłość jako mieszankę trzech składników: intymności, namiętności i zaangażowania. Biolodzy ewolucyjni wyjaśniają z kolei miłość jako przyrodniczą strategię reprodukcyjną. Pytanie, czy w celu wyjaśnienia znaczenia miłości w naszym codziennym życiu takie definicje nie są czasem bezużyteczne?! Dla tych wszystkich, którzy próbują znaleźć miłość, albo ją naprawić, bądź utrzymać taka definicja jest bezużyteczna, oznacza klęskę, odziera z nadziei.

Czy rozumienie miłości ma jakieś znaczenie?

Kiedyś mimo jej siły, nie uznawano miłości za czynnik który liczy się w życiu. Miłośc była luksusem. Postrzegano ją nawet jako niebezpieczeństwo, wystarczy historia Romea i Julii… Związki zawierano praktycznie. Liczyło się to, co niezbędne do przeżycia. Było jasne, że wiązanie własnego życia z życiem drugiej osoby wynika z praktycznych przyczyn, a nie uczuciowych. W celu poprawienia losu, uzyskania władzy, dobrostanu, wydania na świat dziedziców, posiadania dzieci, które pomogą w gospodarstwie i zaopiekują się starymi rodzicami. Życie przez wieki stawało się lżejsze, a małżeństwo pozostawało nadal układem racjonalnym. W 1838 roku Karol Darwin sporządził listę za i przeciw małżeństwu, zanim oświadczył się swojej kuzynce Emmie Wedgwood. Wśród korzyści wymienił: „Dzieci…, Stałe towarzystwo… ( i przyjaciółka na starość), osoba do kochania i towarzyszka zabaw…, w każdym razie lepsza niż pies…, miła i łagodna żona na sofie przy dobrze rozpalonym kominku, dobrej książce i muzyce… To rzeczy korzystne dla zdrowia”. Jako argumenty przeciwne zapisał: „być może kłótnie- strata czasu-niemożność czytania wieczorami-obawy i odpowiedzialność- mniej pieniędzy na książki itp… Nigdy nie nauczyłbym się francuskiego- nie wybrałbym się na Kontynent- nie pojechałbym do Ameryki, nie poleciałbym balonem, nie wyruszyłbym w samotną podróż do Walii- biedny niewolnik”.

Listy za i przeciw małżeństwu Emmy nie znamy, jednak dla większości kobiet w tamtych czasach powodem zawarcia małżeństwa było bezpieczeństwo finansowe. Kobiety pozbawione dostępu do edukacji, pracy, jeśli nie miały męża stawały w obliczu nędzy, potępienia.

A jak jest teraz?

Małżeństwo przesunęło się z kategorii przedsięwzięcia ekonomicznego do przedsięwzięcia uczuciowego. Paradoksalnie, kiedy w dzisiejszych czasach na wyżyny jest wznoszona niezależność. Namawia się nas do tego, aby najbardziej kochać siebie. I to w czasach gdzie w społeczeństwach Zachodu rozprzestrzenia się z dużym przyśpieszeniem samotność, lęk i depresja. A dojrzałe partnerstwo to często jedyna prawdziwa ludzka więź, na którą możemy liczyć w tym szaleńczo goniącym multimedialnym świecie. Jeszcze nie tak dawno żyliśmy w większych społecznościach, gdzie towarzystwo i wsparcie udzielała np. cała wieś. Teraz coraz częściej na Zachodzie ludzie żyją z dala od swoich rodzin pochodzenia, najczęściej w społecznościach dwuosobowych.

John Cacioppo, badający zjawisko samotności, psycholog z University of Chicago twierdzi, że w społeczeństwie Zachodu, „związki społeczne zostały zdegradowane z pozycji koniecznych do okolicznościowych”. I co to oznacza? W efekcie nasi partnerzy mają odgrywać w naszym życiu rolę rodziny, kochanków, przyjaciół, „wsi”, miejscowości , społeczności.  A w tym wszystkim istotnym spoiwem ma być uczucie. Emocjonalnie jesteśmy zależni od partnerów i ich wsparcia, i jednocześnie gubimy się w tym jak tworzyć miłość i ją utrzymywać. Trudne, prawda?!

Dlatego wracając do pytania, czy rozumienie natury miłości ma znaczenie, ja chcę odpowiedzieć, że tak! Ma duże znaczenie, szczególnie dla tych, którzy chcą mieć świadomość co się z nimi dzieje, jak tworzą swoje związki. Chociaż właściwie po tę świadomość przychodzimy często dopiero wtedy, kiedy wali się w naszym życiu…

Dlatego też mówienie, że miłość jest tajemnicą i nic tu nie można zaradzić, jest bezużyteczne, a nawet niebezpieczne w sytuacji, gdy para mierzy się z trudnościami, gdy w rozpaczy szukamy powodów dlaczego nam nie idzie w miłości.

Miłość- zmiana paradygmatu

Miłości długo nie uznawano za wystarczająco godny przedmiot badań. To samo dotyczyło uczuć. Słynna formuła francuskiego fizlozofa Rene Descartes brzmi: Cogito ergo sum – Myślę, więc jestem. On to kojarzył uczucia z naszą niższą, zwierzęcą naturą i uważał, że należy je przezwyciężać. Uczuć nie uważano za racjonalne i dlatego były podejrzane. Miłość zaś była najbardziej nieracjonalna i najbardziej podejrzana, dlatego dla naukowców ludzi wskroś racjonalnych, nie stanowiła godnego tematu dla badań. Rewolucja jednak dokonała się w końcu, łagodnie, bez przewrotów, wystrzałów, gwałtownych rozruchów. W latach 90 XX wieku emocje stały się pełnoprawnym przedmiotem dociekań badawczych. Zagadnienia związane ze szczęściem, smutkiem, złością i strachem, i miłością zaczęły się pojawiać w programach badawczych, konferencjach naukowych różnych dyscyplin. Aż w końcu neurobiolodzy wykonali eksperymenty za pomocą rezonansu magnetycznego pozwalające wejrzeć do mózgu i rzeczywiście zobaczyć struktury i obszary, które zostają pobudzane, kiedy jesteśmy przestraszeni, smutni, czy też zakochani. Obecnie dysponujemy filmami, które można opatrzyć podpisem: To twój mózg, kiedy jesteś zakochany.

I tak ferment w nauce doprowadził do zalewu nowej wiedzy, z której wyłoniła się całkowicie nowa wizja miłości. Nowo odkryty sens miłości wyjaśnia nam dlaczego kochamy, odkrywa jak możemy się kochać, w jaki sposób naprawiać i podtrzymywać miłość.

John Bowlby pochodzący z arystokratycznej rodziny prawy angielski psychiatra jako pierwszy przedstawił nam wizję przywiązania czy raczej więzi. Okazał się buntownikiem, który odmienił krajobraz miłości i kochania. Jego intuicje legły u podstaw nowego podejścia do miłości. Pierwszym i podstawowym instynktem ludzkim nie jest ani seks, ani agresja. Jest nim poszukiwanie kontaktu i poprawiającego samopoczucie związku. Bowlby uważał, że jesteśmy przeznaczeni do kochania kilku drogich nam osób, które będą podtrzymywać nas i opiekować się nami podczas życiowych nawałnic i burz. Taki jest plan natury na przetrwanie gatunku. Popęd seksualny popycha nas do łączenia się w pary, ale to miłość zapewnia nam egzystencję. Pęd do tworzenia więzi jest wrodzony, nie wyuczony. To Bowlby zbudował teorię zjawiska, które nazwał przywiązaniem. Według opowieści, na pytanie żony, dlaczego nie nazwał jej poprawnie, czyli teorią miłości, odpowiedział: „Co? Zostałbym wyśmiany”.

Łącząc życie ukochanej osoby z naszym, możemy strzec jej szczęścia, pocieszać w trudnych chwilach i ponad wspomnieniami o nędzy i cierpieniu otwierać rozkoszne fontanny radości” – George Eliot, a właściwie Mary Ann Evans.

Romantyczna miłość dorosłych jest przywiązaniem

Romantyczna miłość dorosłych jest przywiązaniem, podobnie jak miłość między matką i dzieckiem. Założenie, że tworzone przez nas jako dorosłych związki mają charakter seksualny, zniekształca całkowicie obraz dojrzałej miłości. Wcale nie jest tak, że kiedy dojrzewamy to wyrastamy z potrzeby doświadczani intensywnej bliskości, opieki i pociechy, które otrzymywaliśmy w dzieciństwie od opiekunów. Nasza potrzeba pozostawania w zależności od drogiej nam osoby, potrzeba świadomości, że kiedy „zawołamy” wtedy on lub ona będzie z nami, nie znika nigdy. W istocie jak to ujął Bowlby, ta potrzeba trwa „od kołyski po grób”. Jako dorośli przenosimy tę potrzebę z naszych opiekunów na kochanka. Romantyczna miłość nie jest ani trochę nielogiczna i przypadkowa. Jest ona realizacją nakazanej nam przez naturę recepty na przetrwanie. Natura przystosowała nas do bezpiecznych więzi i to one sprawiają, że miłość jest trwała.

Emocjonalne uzależnienie nie musi być wcale niedojrzałością

Emocjonalne uzależnienie wcale nie musi być niedojrzałością czy patologią, jest naszą siłą. Zależność w zachodnich społeczeństwach oznacza obecnie coś niedobrego. Otaczający świat wpiera nam, że zdrowa dorosłość wymaga od nas emocjonalnej niezależności i samowystarczalności. A tak naprawdę silne związki emocjonalne, nie są oznaką słabości, lecz świadczą o zdrowiu psychicznym. Pogląd, że możemy żyć w samotności jest sprzeczny z naturą. Jesteśmy podobni do zwierząt – żeby przetrwać, potrzebujemy więzi z innymi osobnikami. Emocjonalne więzi są nam potrzebne do przetrwania. Nauka o mózgu uwypukla to, co zawsze w głębi wiedzieliśmy – czułe związki międzyludzkie są potężniejsze niż podstawowy mechanizm przetrwania: strach. Doskonała izolacja jest może i dobra, ale dla planet, nie dla ludzi. Bezpieczna więź stanowi silny punkt oparcia, z którego startujemy by wzrastać jako istoty ludzkie. Trudno wykorzystywać czy rozwijać własny potencjał, kiedy mamy zabiegać o bezpieczeństwo. Jest nam o wiele łatwiej, kiedy wiemy, że mamy wsparcie. Brzmi to paradoksalnie, ale nasze uzależnienie od innych sprawia, że jesteśmy bardziej niezależni. Bowlby wraz z Mary Ainsworth zidentyfikował takie 4 elementu przywiązania:

  1. Poszukujemy emocjonalnej więzi z ludźmi, których kochamy, staramy się ją podtrzymać i obserwować.
  2. Zwracamy się do ukochanych osób zwłaszcza wtedy, gdy jesteśmy niepewni, zagrożeni, zatroskani lub smutni. Kontakt z nimi daje nam poczucie posiadania bezpiecznej przystani.
  3. Tęsknimy za ukochanymi osobami i wpadamy w głęboki smutek, kiedy są fizycznie bądź emocjonalnie niedostępne.
  4. Ufamy, że nasi ukochani dadzą nam emocjonalne wsparcie i zapewnią bezpieczną bazę. Im silniejsze mamy poczucie, że nasz związek jest efektywny, tym bardziej możemy być niezależni i oddzieleni.

Tworzenie głębokich naturalnych więzi jest pierwotnym nakazem ludzkiego gatunku. Jesteśmy gatunkiem wyposażonym przez naturę w empatię. Mamy wrodzoną skłonność do współodczuwania. Jesteśmy stworzeni, aby troszczyć się o innych. Biolog Frans de Waal zauważa: „Nie bylibyśmy dzisiaj w tym miejscu, gdyby nasi przodkowie stronili od zachowań społecznych”. Więzy miłości są naszym bogactwem. Poszukiwanie wsparcia i jego udzielanie ma tak duże znaczenie, że psychologowie społeczni Mario Mikulincer i Phil Shaver zauważyli, że zamiast nazywać się Homo sapiens, człowiek powinien używac raczej nazwy Homo auxiliator vel accipio auxillium, czyli człowiekiem, który pomaga i otrzymuje pomoc.

A i  to co mówią portale randkowe, że ideał istnieje –  to nie jest prawda. Pewnego dnia, ktoś wniesie przeciwko nim pozew o oszustwo 🙂

 

***

Na naszą słabość i biedę
Niemotę serc i dusz
Na to że nas nie zabiorą
Do lepszych gór i mórz
Na czarnych myśli tłok
Na oczy pełne łez
Lekarstwem miłość bywa
Jeżeli miłość jest
Jeżeli jest możliwa

Na ludzką podłość i małość
Na ostry boży chłód
Na to ze nic się nie stało
A zdarzyć miał się cud
Na szary myśli strach
Bliźniego wrogi gest
Lekarstwem miłość bywa
Jeżeli miłość jest
Jeżeli jest możliwa

Jeżeli miłość jest, Agnieszka Osiecka

 

O wstydzie

Patrycja Balicka20 czerwca 2021Komentarze (0)

Kiedy byłem bardzo chory opuścił mnie wstyd
bez sprzeciwu odsłaniałem obcym rękom wydawałem obcym oczom
biedne tajemnice mego ciała

Wkraczali we mnie ostro powiększając poniżenie

Mój profesor medycyny sądowej staruszek Mancewicz
kiedy wyławiał z sadzawki formaliny zwłoki samobójcy
schylał się nad nim jakby go chciał przeprosić
a potem sprawnym ruchem otwierał wspaniały torax
zamilkłą bazylikę oddechu

delikatnie prawie czule

Dlatego – wierny zmarłym szanujący popiół – rozumiem
gniew księżniczki greckiej jej zaciekły opór
miała rację – brat zasłużył na godny pochówek

całun ziemi troskliwie zasunięty
na oczy

Wstyd, Zbigniew Herbert

 

***

Pierwszy wstyd

Wstyd jako jedno z pierwszych uczuć ludzkich pojawia się już w Księdze Rodzaju, kiedy Adam i Ewa odkrywają towarzyszący nagości wstyd, po skosztowaniu owocu z drzewa poznania. Jest to niejako lęk przed zerwaniem poczucia więzi. Ono zaś wraz z poczuciem przynależności i miłością stanowi fundament naszego życia, nadając mu sens i znaczenie.

Wstyd to trudne uczucie. Czasem doświadcza się go świadomie jako emocję, czasem jest mylony z poczuciem winy, albo przeżywa się go w złagodzonej formie jako skromność, zawstydzenie czy nieśmiałość. Bywa też nieświadomy, nie do końca określony, niewyrażony, ale odgrywający kluczową rolę. Ważne jest rozróżnienie pomiędzy wstydem doświadczonym jako emocja, a wstydem podstawowym, egzystencjalnym, który może się stać podstawą i tłem dla wielu świadomych doświadczeń. Wstyd wiąże się z naszym sposobem bycia i z tym jak przyjmuje i rozpoznaje nas ważne środowisko. Towarzyszy żywym doświadczeniom utraty godności, słabości, nieadekwatności, zależności, kruchości obserwowanym przez drugą osobę. Wstyd to brak uznania, a także zerwanie więzi.

Wstyd ma podwójną naturę, z jednej strony odwołuje się do indywidualnego doświadczenia, a z drugiej do więzi z ludźmi i do poczucia przynależności. Ciemna, destrukcyjna strona wstydu, zjada od wewnątrz i utrudnia codzienne życie, ale ma też wymiar ochronny – powstrzymuje przed podejmowaniem skrajnych działań, które mogłyby wykluczyć nas z określonej relacji czy grupy.

Wstyd odkrywa i zakrywa

Jak wygląda cieleśnie wstyd? Wstyd jest bolesnym ciężarem, który przenika całe ciało i otacza całe poczucie Ja. Jest być może najboleśniejszą z ludzkich emocji – zmniejsza posturę naszego ciała i obniża samoocenę, tak że chcemy zniknąć, zapaść się pod ziemię.

Skulone ciało, pochylona, schowana w ramionach głowa, zamknięte powieki, zaczerwieniona twarz i szyja, albo silna bladość i osłabienie. Osoby, które doznają wstydu, często mówią, że chcieliby się schować, ukryć, zapaść się pod ziemię.

Wstyd zwłaszcza w postaci zwielokrotnionej wstydem przed zawstydzeniem, jest doświadczeniem bolesnym, tak, że chce się go uniknąć także za pośrednictwem innych afektów: złości, lekceważenia, przygnębienia czy zaprzeczenia.

Ciało często jest usprawiedliwieniem dla wstydu, najmniejsze jego wady zewnętrzne czy nawet cechy uznane za wady, wszelkie odstępstwa od akceptowanych norm mogą stać się pożywką dla tego afektu. Uznawanie siebie za chudego, za grubego, utykanie, zez, cera z trądzikiem – wszystko to może być powodem do odczuwania wstydu. Tak naprawdę zawstydza nas czym nasze ciało jest dla innych. Nasze niedoskonałości i niedociągnięcia sprawiają, że myślimy o sobie, iż nie jesteśmy warci przynależności i akceptacji. A ponieważ jesteśmy niedoskonali, to się wstydzimy. Trwamy jak w zaklętym kręgu, uwięzieni przez własne lęki przed popełnianiem błędów, poniżeniem, odrzuceniem.

Co może być powodem wstydu?

Każdy może mieć własne powody do wstydu. Poniżej przykładowa lista powodów do wstydu:

  • wygląd,
  • status zawodowy i materialny,
  • rodzicielstwo,
  • macierzyństwo/ojcostwo,
  • rodzina/pochodzenie,
  • stan zdrowia,
  • uzależnienia,
  • seks,
  • proces starzenia się,
  • wyznanie,
  • traumatyczne doświadczenia,
  • czyjeś odrzucenie
  • nasze postępowanie, wybory itd.

Wstyd to prawdziwy ból

Wstyd to prawdziwy ból, porównywalny z bólem fizycznym. Trudno go leczyć, bo przez długie lata pozostaje w ukryciu – wstydzimy się przecież mówić o tym, co wstydliwe. Jednak „tylko wtedy, gdy jesteśmy wystarczająco odważni, by zgłębić ciemność, będziemy mogli poznać nieskończoną moc naszego światła” (J. K. Rowling).

Kiedy ktoś doświadcza wstydu, czuje się sam. Doświadcza dojmującej samotności i uznaje że to przeżycie jest jego własną sprawą, jego i tylko jego. Jest to inne niż w poczuciu winy, które uwzględnia obecność tego drugiego skrzywdzonego.

Bo wstyd to nie to samo co żal po tym, jak odkryliśmy, że nasze słowa lub czyny kogoś zraniły, zasmuciły, skrzywdziły. To nie dyskomfort, który odczuwamy, bo postąpiliśmy niezgodnie z naszymi wartościami. To nie żal z powodu tego, że nie umieliśmy w tej konkretnej sytuacji postąpić inaczej, nie dlatego że nie chcieliśmy, ale nie umieliśmy.

Wstyd każe myśleć o sobie „jestem zły”. Czymś innym jest myśleć „zrobiłem coś źle i chcę to zrobić inaczej”. Wstyd destrukcyjnie wpływa na nasze wewnętrzne przekonanie, że możemy coś zmieniać i robić lepiej.

Uczucie wstydu wywołuje przekonanie, że jest się samotnym. Tylko właśnie to czyjeś spojrzenie, oczy drugiego wywołują wstyd. To jest tak: właśnie zrobiłam coś głupiego, niestosownego, to należy do mnie, jeszcze nie osądzam. Wtedy podnoszę głowę: ktoś mnie widział. I zaczynam zdawać sobie sprawę z mojego zachowania i wstydzę się. Wstydzę się także przed sobą, tego co zrobiłam. Wstydzę się także, gdy się przed kimś obnażę, nie tylko fizycznie, ale emocjonalnie i to nie zostanie przyjęte.

Taki, jaki jestem, nie zasługuję, by być – mówi sobie ktoś zawstydzony. Kultura narcyzmu zachęca nas do ukrywania i wypierania naszych braków, deficytów, uczuć, że się mylimy, popełniamy błędy. Nasze doświadczenia są prawomocne, wtedy gdy odpowiadają normom i wymogom grupy społecznej, społeczeństwa. Reszta naszych doświadczeń, nieprawomocna, nieuznawana, staje się wstydliwa. Wstyd wydaje się też być bardziej zbliżony z wrogością wobec siebie niż wobec świata zewnętrznego, podczas gdy poczuciu winy może towarzyszyć wrogość równie silna wymierzona w dwóch kierunkach. Wstyd, zażenowanie, niesmak hamują naszą ekspresję. Dziecko wykarmione wstydem ma zablokowany w pełni kreatywny wzrost. Kiedy czegoś pragnę, jestem szczególnie wrażliwy na to jak środowisko mnie odbiera i wspiera, ponieważ czuję się nagi i kruchy.

Świat mnie nie przyjął

Wstyd pojawia się, gdy ktoś oczekuje lub potrzebuje dostrojenia, a zamiast tego spotyka się z dezaprobatą i niedostosowaniem w oczach drugiej osoby. Na przykład pojawienie się niechcianego dziecka w rodzinie, która nie jest na to gotowa, zdezorganizowana lub rozczłonkowana, jest receptą na wstyd.

Wstyd uważa się ogólnie za emocję, której zdolność odczuwania rozwija się wcześniej niż w przypadku winy i która odzwierciedla poczucie nieskuteczności w pozyskaniu miłości lub uwagi wczesnego opiekuna (zwykle matki). Dlatego też – jeśli dziecko oczekuje określonej reakcji matki – reakcji, jakiej może mieć powód oczekiwać – a matce nie udaje się zareagować zgodnie z tymi oczekiwaniami, dziecko może się poczuć źle lub bezwartościowo. Powtarzane odtrącanie tego rodzaju może prowadzić do wytworzenia się lękowego, niespójnego poczucia Ja, które szybko staje się wrażliwe na doświadczanie wstydu i doświadcza go. W takich przypadkach wstyd istnieje niemal na poziomie komórkowym, w samym rdzeniu istoty dziecka. Wtedy dziecko, przeżywa to doświadczenie nie w formie świadomej myśli, lecz w formie ucieleśnionego doznania zmysłowego. W przypadku wielu ludzi to żywe doświadczenie cielesne nawet w dorosłym życiu nie przedostaje się do świadomości w postaci wyraźnego wstydu.   To ten wstyd podstawowy, egzystencjalny, towarzyszy mu dojmujące poczucie nieprzynależenia. Wstyd jest więc wnioskiem – nie mam prawa chcieć-  do którego dochodzimy na temat siebie i swoich potrzeb w nieakceptującym nas świecie.

Na późniejszym etapie rozwoju – od 12. do 18. miesiąca – dziecko zaczyna rozróżniać siebie od matki. Na tym etapie doświadcza wczesnej indywidualności, której towarzyszy poczucie autonomii i niezależności, lecz także odrębności i odosobnienia. Dziecko po raz pierwszy zaczyna działać samodzielnie. W tym czasie może dojść do utrwalenia wrażliwości na wstyd, szczególnie jeśli samoświadomość jest naznaczana negatywnymi doświadczeniami współzawodnictwa i porównywania się z kolegami od zabawy czy rodzeństwem.

Około 4.−5. roku życia dziecko wyraża konkretne ideały dotyczące siebie i w ten sposób wstyd zaczyna być przez nie rozumiany w odniesieniu do tego, czy je osiąga. Może być to związane z byciem „dobrym”, „silnym”, „popularnym” lub „mądrym” – do czegokolwiek dziecko aspiruje. Chodzi o to, że stara się ono osiągnąć wybrany ideał i rozwija zdolność do określania, czy spełniło już tę aspirację. to stan opisany kiedy idealne Ja jest porównywane z rzeczywistym Ja, czasem prowadząc do wstydu z powodu porażki, braku jakiejś zdolności lub poczucia bezwartościowości jako konsekwencji nieosiągnięcia określonego ideału. Zdanie, które często jest kierowane do dzieci przez rodziców i dzieci : powinieneś się wstydzić za siebie! Rodzic mówi wówczas dziecku co powinno czuć. Zawstydzający rodzic skłania dziecko, by poczuło wstyd, a następnie wycofuje się i zostawia dziecko samotnie. prowadzący do odczuwania wstydu zostaje uwewnętrzniony wraz z oceną tego, czy jednostka osiąga swój konkretny ideał Ja.

Na pewno prawdą jest, że tworzymy nasze własne ideały, opierając się na cechach zinternalizowanych na podstawie oczekiwań naszych opiekunów i szerzej rozumianej kultury – z tworzącego ją wielogłosu obiektów. Jednakże kształt tych ideałów jest tworzony indywidualnie przez każdego z nas i dla każdego z nas. Od tego momentu wstyd kształtują nasze oczekiwania wobec siebie samych oraz te pochodzące z naszego otoczenia społeczno-kulturowego. Emocja ta jest także oznaką naszej wyobraźni, naszych marzeń i naszej kreatywności.

Mimo że wstyd może skłonić jednostkę do podjęcia terapii, zazwyczaj ciężko się do niego przyznać, rozmawiać o nim. Dotkliwy ból emocjonalny powiązany ze wstydem sprawia, że nawet na psychoterapii  możemy unikać mówienia o tym, co wywołuje u nas wstyd. Po pierwsze, często unika się słowa „wstyd” w codziennym języku. Po drugie, wstyd jest nieodłącznie powiązany z pragnieniem schowania się, dlatego też ludzie często ukrywają to uczucie podczas terapii lub unikają go, zamiast wnosić ten temat i skupiać się na nim.

Wstyd nigdy nie znika, ale możemy uzdrowić się z jego obezwładniającego wpływu, jeśli uda się nam zmniejszyć intensywność tego uczucia i jeśli przestaniemy się wstydzić samego doświadczenia wstydu.

Terapeutyczna praca nad wstydem koncentruje się w obszarze bycia przyjętym z własnymi słabościami, dezorganizacją i wrażliwością; bycia uznanym poprzez pewność siebie opartą na miłosnym uznaniu siebie, szacunku do siebie opartego na prawie do istnienia.

Uzdrowienia możemy doświadczyć, jeśli znajdziemy człowieka, przed którym będziemy mogli ukazać swój wstyd, któremu opowiemy naszą historię o wstydzie. Wstyd lubi milczenie, gdy o nim opowiemy, może przestać mieć nad nami władzę.

***

słabo mi idzie rozgraniczanie

związków toksycznych

od tych zdrowych

nie potrafię odróżnić

miłości od przemocy

wyglądają tak samo, Rupi Kaur, dom ciało

 

A to nowa piosenka Yasmin Levy

 

„Qui non zelat, non amat”

„Ten, który nie czuje zazdrości, nie kocha”

 

Ostatni mój wpis było o zdradzie. A zazdrość towarzyszy i miłości i zdradzie. To skomplikowana emocja. Obarczona społecznie ostracyzmem. W google jak wpisałam słowo zazdrość pojawiły się takie tytuły: zazdrość i zaborczość jak sobie radzić, lek na zazdrość, jak sobie radzić z zazdrością w bliskim związku, jak nie być zazdrosnym. Brzmi to tak jakby zazdrość powinno się wyeliminować, zwalczyć, a odczuwanie zazdrości było wstydliwe.  Zazdrość jest różnie interpretowana. Jest na przykład uznawana za motywację do zbrodni w afekcie, jako niszcząca siła, którą należy okiełznać.  Zaś w innym spojrzeniu to towarzyszka miłości. Antropolożka ewolucyjna Helen Fisher ujmuje tak jej opis: „ ta przyprawiająca o mdłości kombinacja zaborczości, podejrzliwości, wściekłości i upokorzenia, potrafi zdominować twój umysł i zagraża twojej istocie, gdy kontemplujesz swego rywala”.

Przyznajesz się do zazdrości?

Ludzie często zaprzeczają zazdrości, by jawić swoją moralną wyższość: Ja? Zazdrosny? No coś ty! Zazdrość, według niektórych cuchnie zależnością i słabością. A jej okazywanie może być szczególnie niebezpieczne, dla tych którzy obawiają się bliskości, bo może oznaczać, że im zależy. A dla kogoś kto obawia się bycia blisko w relacji to oznaka, że ten o kogo jestem zazdrosna/y ma nade mną władzę. Pokrętne, ale jak ktoś boi się  bliskości, mało co jest przejrzyste. Często też wstydzimy się zazdrości, bo to może być oznaka, że nie radzę sobie ze swoimi emocjami. Zazdrość jest krytykowana i przeżywana jako niedopuszczalna.

A czy jest naprawdę czego się wstydzić, kiedy czuję zazdrość jak kocham?

Zazdrość ma wbudowany pewien paradoks. Żeby być zazdrosnym trzeba kochać- przecież trudno być zazdrosnym o kogoś na kim mi nie zależy. A z drugiej strony jeśli się kocha, nie powinno się być zazdrosnym. A jednak jesteśmy. Zazdrość jest naszpikowana sprzecznościami. Zazdrosna/y cierpię bo, jestem zazdrosna/y i wyrzucam to sobie, obawiam się, że moja zazdrość zrani innego, myślę, że ulegam banałowi: cierpię, że jestem wykluczona/y, że jestem szalona/y, pospolita/y, agresywna/y.

Sami, albo nie przyznajemy się do zadrości, albo z wahaniem. Natomiast martwimy się, że partner jej nie odczuwa. Zgadzamy się z przysłowiem łacińskim, którym zaczęłam „Ten, który nie czuje zazdrości, nie kocha”, jeśli chodzi o innych. Wobec siebie samych taką logikę jest trudniej zastosować. Myślę sobie, że najczęściej zazdrość jest reakcją naturalną, a nie powodem do wstydu. Uznanie jej to uznanie miłości, rywalizacji, porównań. Tego wszystkiego co uwypukla bezbronność. Szczególnie wtedy, gdy obnażamy się przed tym kogo kochamy. Zazdrość to konfrontowanie się z obawami, lękiem przed stratą, brakiem poczucia własnej wartości. Nie jest z pewnością urojeniem. Ayala Malach w książce Romantyczna zazdrość. Przyczyny, objawy, leczenie”, pisze , że „zazdrość to cień miłości”. Przypomina, że cenimy partnera i relację.

W przypadku zdrady, zazdrość może zmienić się w szał lub przestać istnieć, bo zazdrość karmi się wątpliwościami, a gdy zdrada jest ujawniona, albo zaczynamy świadomie zdawać sobie sprawę z sytuacji, w której jesteśmy, to jest już pewność. Zazdrość może wtedy jeszcze spotkać zawiść. Zawiść odnosi się do czegoś, czego się nie ma, ale pragnie, a zazdrość do czegoś co się ma, ale może stracić. Przy zdradzie gwałtowny ból, może być wytworzony przez mieszankę zazdrości i zawiści. Pod tym pulsuje wstyd, zwątpienie w siebie samą/samego.

Czy zazdrość da się pominąć?

Czy zazdrość jest w nas zakodowana?  A może jest wyuczona? Psychologowie ewolucyjni uznają uniwersalność zazdrości. Badacz David Buss napisał w ten sposób: „ doskonale dopasowany mechanizm adaptacyjny, który dobrze służył interesom naszych przodków i obecnie nadal służy naszym interesom”.

Zazdrość pojawia się wcześnie, już u małego dziecka, mniej więcej koło 18 miesiąca. Natomiast długo po radości, smutku, złości czy lęku. Czemu tak późno? Podobnie jak wstyd i poczucie winy, jest to uczucie, które występuje po osiągnięciu pewnego poziomu w rozwoju poznawczym, gdy następuje rozróżnienie na siebie i innego.

Czy zazdrość powinno się wyeliminować? W związkach, gdzie ktoś z pary domaga się kontroli nad każdą myślą partnera, z pewnością lepiej wyluzować. Ale zanim wyrzucimy zazdrość wsłuchajmy się w nią, co ona nam mówi? Co jest pod tym, kiedy czuję zazdrość? W świecie, gdzie wiele związków cierpi z powodu zobojętnienia i monotonii, a nie zazdrości, ten zapał który wzbudza zazdrość może nam posłużyć. Pod warunkiem, że jesteśmy otwarci i gotowi znieść towarzyszącą temu stanowi bezbronność.

 

***

Wiesław Myśliwski, Nagi sad

 

Zdrada i co dalej

Patrycja Balicka07 marca 2021Komentarze (0)

 

„Miłość to sprawa idealna, małżeństwo- realna. Połączenie rzeczy realnej z idealną nigdy nie uchodzi bezkarnie”

Johann Wolfgang Goethe

 

Niewierność istnieje, od czasu kiedy wynaleziono małżeństwo. I wzbudza ogromne emocje. Wywołuje lęk, fascynuje, jest powodem do plotek. Niewierność jest wytrzymała na potępienie, zakazy, kary, ostracyzm. Jest „grzechem”, któremu poświęcono w Biblii, aż dwa przykazania. Jedno dotyczy czynu, a drugie myśli o tym. Ludzie się łączą w pary,  niemal na całym świecie. Monogamia to oficjalna norma, a niewierność to norma potajemna.

Przez stulecia małżeństwo było nie uczuciowym związkiem dwojga, ale strategicznym przedsięwzięciem dwóch rodzin, które mogło zapewnić przetrwanie ekonomiczne. Uczucie jako kruche, nie mogło leżeć u podstaw tak ważnej instytucji. Seks służył w małżeństwie głównie prokreacji. Gdy małżeństwo było sojuszem ekonomicznym, to zdrady otwierały przestrzeń dla miłości. Przysięgano na dobre i złe. Tyle, że śmierć też przychodziła wcześniej niż obecnie. A jak jest teraz? Kocham cię, pobierzmy się – to stosunkowo nowa koncepcja. Gdy lokujemy w jednej osobie, wszystkie nasze oczekiwania i tęsknoty, przepis na rozczarowanie, a nawet katastrofę jest gotowy. Dodatkowo obecne poczucie, że dążenie do szczęścia jest obowiązkiem, gubi nas.

Kiedy myślicie o zdradzie, jakie słowa, skojarzenia przychodzą wam do głowy?

Czy w zależności od użytych słów i kategorii zmieni się wasze podejście, czy osąd?

Czy wasze zdanie na temat zdrady będzie inne dla „skoku w bok”, a inne dla „romansu”? A „przelotny związek”, „przyjaciółka”, „kumpel do łóżka”, „kochanka”, „dziewczyna do towarzystwa”? Czy wasza reakcja na te słowa jest różna?        I czy na wasze odpowiedzi mają wpływ wasze własne doświadczenia?

Czy naprawdę  na zdradę można patrzeć w sposób czarno-biały?  Czy przy całej złożoności miłości i pożądania można poddać się prostej kategoryzacji na dobrego i złego, ofiarę i krzywdzącego. Oczywiście niepotępianie nie oznacza akceptacji czy pochwalania. Jednak, gdy redukujemy mówienie o zdradzie do wyroków winny-niewinny, ofiara-krzywdziciel, tracimy możliwość rozmowy na ten temat i uchwycenia istoty problemu w danej relacji.

Czy kryzys w w relacji w postaci zdrady, może odmienić życie pary? Czy może być szansą? Tego nie wiemy, to zależy od tej konkretnej pary i sytuacji. Jednak Esther Perel w swojej książce „Kocha, lubi, zdradza” pisze tak: „Są ludzie, którzy doświadczają pozytywnych, odmieniających życie stanów w przebiegu śmiertelnej choroby. A jednak wdanie się w romans polecałabym nie bardziej niż zachorowanie na raka”.

Czy jest definicja zdrady?

„Nie miałem kontaktów seksualnych z tą kobietą”. Prezydent Bill Clinton

Każdy ma swoją własną definicję zdrady. Dla jednej osoby będzie to realizowanie potrzeb seksualnych z osobą spoza związku, a dla innej bliska emocjonalna relacja z osobą spoza związku jest zdradą. Rozumienie niewierności jest niekonkretne, a dodatkowo obecnie era internetu daje nowe możliwości. Czy wysyłanie esemesów z podtekstem erotycznym to zdrada? A rozmowa na czacie? A oglądanie pornografii, kontaktowanie się ze swoim eksem? A wspólna praca ze swoją byłą „przyjaciółką”? Gdyby zadać takie pytanie: Czy w ciągu 12 miesięcy odbyła pani stosunek seksualny z kimkolwiek poza mężem/partnerem/chłopakiem/konkubentem? No właśnie, gdyby definiowanie niewierności było takie banalne, dramatów i wątpliwości z nią związanych byłoby znacznie mniej. A prawda jest taka, że formy przekraczania granic są niejednoznaczne, a świat zdrad jest dosyć nieprzenikniony jak i sama seksualność.

Kto jest zdradzany?

Dodatkowo dochodzi niejasność kto jest zdradzany? Czy jeśli mężczyzna ma relację z dwiema kobietami, to zdradza tylko jedną, żonę? Bo ona ma na niego papier? Czy „ta druga” też jest zdradzana? A może „ta druga” zdradza też samą siebie? Czy naprawdę można jednoznacznie odpowiedzieć na takie pytania. Wydaje się, że jest to temat, gdzie jest więcej pytań niż odpowiedzi. Czy namiętność ma datę ważności? Czy zdradę trzeba zawsze ujawniać? Czym jest wierność? Czy można kochać więcej niż jedną osobę jednocześnie?

Definiowanie zdrady jest i proste i skomplikowane. Definicja zależy od ludzi. A to oznacza i wolność i większą niepewność. Kiedy słyszymy od drugiej strony: miałam/miałem romans- nie będziemy się przecież sprzeczać. Jednak gdy jedna strona uznaje zachowanie drugiej za zdradę, a w odpowiedzi otrzymuje odpowiedź: „kotku, to nie tak jak myślisz”, „to nic nie znaczy”, „to nie zdrada”, „przestań jesteś zazdrosna/y” –  robi się gęsto, mglisto  i niepewnie. I wtedy zazwyczaj „zdradzona” osoba interpretuje naruszone granice. Tylko czy poczucie zranienia daje prawo do tworzenia własnej definicji?

Podstawą zdrady jest pogwałcenie zaufania. „Nie na to się umawialiśmy”. Tyle, że często strony nie umawiają się konkretnie, nie ustalają warunków. A  przekroczone granice uświadamiamy sobie czasem dopiero wtedy, gdy są przekroczone. Granice uwidaczniają się w szczególności jeśli chodzi o zewnętrzne przywiązania, na ile możemy sobie pozwolić, aby nie urazić partnera: „rozumiem,że to twój przyjaciel, ale czy musisz wszystko mu o nas opowiadać?”,  „sypiamy ze sobą, a ty nie usunąłeś z portalu randkowego swojego konta”, „czemu spotykasz się ze swoim eks?”

Niezależnie od definicji zdrady zachowania drugiej osoby w związku, które są postrzegane jako niewierność, stanowią zagrożenie dla związku, dla poczucia więzi. Zdrada może uruchomić alarm, który zmusza do skupienia się na związku, albo może zwiastować jego koniec. Romans jest wyrazem i tęsknoty i straty.

Powody zdrady

Powodów do zdrady jest wiele. Niektóre zdrady to efekt samotności, lat martwoty seksualnej , niechęci, żalu, braku zainteresowania w małżeństwie, pragnienia uwagi. A czasem to efekt po prostu okazji, wyjazdu służbowego, imprezy firmowej, zbyt dużej ilości alkoholu. Ktoś może przekroczyć granice dla jednego „numerku”, a ktoś inny chce tam emigrować.

Romans prowadzi do ryzyka, niebezpieczeństwa, ale i daje zastrzyk wynikający z nieposłuszeństwa i naruszania granic. Tylko czy życie w kłamstwie może budować, czy raczej rujnować? Kłamstwo to pułapka, wiedzie do samotności i destrukcyjnego poczucia wstydu i nienawiści do siebie samego. Każda rozmowa o zdradzie to konfrontowanie się z sekretami. I tu zaczyna się pytanie: a co z prywatnością? Gdzie kończy się prywatność, a zaczyna tajność? Czy szpiegowanie to dobry środek zapobiegania? Czy mam prawo czytać twoją korespondencję? Czy gdy wszystko w parze będzie transparentne, nie pozbędziemy się tej szczeliny, w której płonie pożądanie? Ogień wszakże potrzebuje tlenu.

Zdrada to temat wieloaspektowy, szczególnie w psychoterapii. Redukowanie romansu do seksu i kłamstw nie pomoże nikomu. Widzenie jej tylko z jednej perspektywy jest zbyt upraszczające i mało pomocne. Zarówno gdyby traktować ją przez pryzmat spustoszenia, jak i przez lekceważenie zniszczeń a spojrzenie przez pryzmat ludzkiej skłonności do poszukiwania. Co może zatem pomóc? Spojrzenie ukazujące motywację, znaczenie i konsekwencje zdrady. Niewierność konfrontuje z wewnętrznymi konfliktami, sprzecznymi siłami, z pokusą, żądzą, niemożliwą miłością, pułapką, winą, złamanym sercem, podejrzeniami. Miłość jest skomplikowana, a niewierność jeszcze bardziej.

Jak się kończą historie ze zdradą w tle? Różnie. Koniec romansu- a małżeństwo/związek jest kontynuowany- czasem para pojawia się na psychoterapii; rozpad związku i zakończenie romansu; rozpad związku/małżeństwa, a z romansu tworzy się nowy związek; albo trwają dwa związki równolegle ile się da. Czym jeszcze? Zdradą Siebie. Osamotnieniem, wstydem, nienawiścią do siebie, depresją…

Na koniec zdrada w statystykach

Badania nad zdradą w Polsce – 2019 r. Centrum Badania Opinii Społecznej

Próba badanych – 1080 osób

42% dorosłych w Polsce ma doświadczenie zdrady – angażują się w romans z osobami pozostającymi w związkach- co drugi mężczyzna, co trzecia kobieta.

Przedział wiekowy badanej grupy: 25-34 lata. 52% mężczyzn zdradza, 33% kobiet zdradza.

Powody zdrady według CBOS:

– pozostawanie pod wpływem alkoholu,

– odwet na partnerze,

– nieudolne pożycie pary w sferze seksu, bliskości, wzajemnego zaufania,

– okres ciąży i macierzyństwa.

Skąd pochodzą zdradzający?

Panie: Warszawa 19%, Wrocław 6%, Kraków 5%, Poznań/Katowice 4%

Panowie: Warszawa 16%, Kraków 6%, Poznań, Wrocław 5%, Łódź 4%.

Cechy partnera przy zdradzie:

– dla mężczyzn naturalny biust 26%, dla kobiet niesformułowane;

– otwartość na seks oralny 26%,

– poczucie humoru 21%,

– inteligencja 20%,

– dobra zabawa, eksperymentowanie 19%.

85% respondentów uważa, że są to związki przelotne.

Tak czy tak, zdrada zawsze coś rujnuje, także w nas samych i w pewien sposób jest także zdradą Siebie.

***

„To prawda, że całe życie musimy udawać, aby żyć. Nie ma chwili, żebyśmy nie udawali. I nawet sami przed sobą udajemy. W końcu jednak przychodzi taka chwila, że nie chce nam się dłużej udawać. Stajemy się sami sobą zmęczeni. Nie światem, nie ludźmi, sami sobą.”

Wiesław Myśliwski – Traktat o łuskaniu fasoli